Nie mogę zmrużyć oka. Leżę w swoim łóżku obok śpiącego na brzuchu Leona i patrząc nerwowo to na zegarek to na okno. Jest już po pierwszej w nocy a mojej przyjaciółki jeszcze nie ma w domu a do tego nie odbiera telefonu. Martwię się o nią i to bardzo. Co z tego, że wyszła ze swoim chłopakiem i naszymi przyjaciółmi, ale przecież wszyscy wiedzą jacy są chłopcy. Nigdy nie wiadomo co im strzeli do tego łba. Tyle słyszałam od swoich rodziców o tych gwałtach, porwaniach pobiciach i morderstwach. W telewizji też ostatnio o tym mówili i tacy ludzie atakują dziewczyny w naszym wieku. No brawo Violetta jeszcze się nakręcaj teraz to już na pewno nie zaśniesz. Oczywiście byłabym spokojniejsze jak wysłałaby chociaż głupią wiadomość, że wróci późno czy tam wcale albo odebrałaby łaskawie telefon. Szturchnęłam lekko Leona w ramię aby się obudził, ale on ani drgnął. Ponowiłam ten sam ruch tylko mocniej i tym razem zadziałało, ale mruknął coś tylko pod nosem i odwrócił głowę w drugą stronę.
- Leon - szepnęłam i ponownie go szturchnęłam ponownie coś zamruczał, ale się nie ruszył - Śpisz? - zapytałam trochę głośniej.
- Nie, wącham poduszkę - odpowiedział i odwrócił się w moją stronę. Posłałam mu mordercze spojrzenie i uderzyłam lekko w plecy.
- Nie możesz normalnie odpowiedzieć? - zapytałam zła a on przewrócił teatralnie oczami i prychnął.
- A ty musisz zadawać takiego głupie pytania? - odpowiedział pytaniem na pytanie i to jeszcze takim znudzonym głosem - Jest noc, mam twarz na poduszce i zamknięte oczy więc to chyba normalne, że śpię - dodał i otworzył oczy. Ja się tutaj martwię o swoją przyjaciółkę a jem na sarkazmy się zebrało.
- Fran nie ma jeszcze w domu - powiedziałam zmartwiona i złapałam za swój telefon aby zobaczyć na godzinę. Brunet westchnął i ponownie zamknął oczy.
- Obiecuje, że jak wróci do domu to dam jej szlaban za późne wracanie - odezwał się zaspanym głosem i obrócił głowę w inną stroną. Rany, czy on nie potrafi być poważny. Uderzyłam o w ramię aby spoważniał.
- A co jeśli jej się coś stało? - mówiłam jednocześnie zdenerwowana jego zachowaniem, ale w moim głosie nadal można było usłyszeć zmartwienie.
sobota, 28 marca 2015
niedziela, 22 marca 2015
Rozdział 28: O miłości?
Poczułam wibracje w przedniej kieszenie swoich spodni. Znowu ktoś mi przerywa. Próbuję się skupić i zacząć w końcu pisać tą piosenkę. Na początki chcieliśmy się do tego wymigać, ale to proszenie i gadanie Niall było nie do zniesienie i odpuściliśmy. I teraz jestem skazany na pisanie a chłopcy na uczenie się grać i śpiewać. Niechętnie wyjąłem z kieszeni telefon i widząc kto do mnie dzwoni na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Hej Violu - zacząłem zanim zdążyła się odezwać. Usłyszałem jej cichutki śmiech.
- Robisz coś dzisiaj, bo wiesz miałam nadzieję, że się spotkamy - powiedziała radośnie a ja westchnąłem.
- Niestety muszę cię zmartwić, ale dzisiaj się nie spotkamy, bo muszę napisać piosenkę - zgasiłem jej entuzjazm. Oczywiście wolałbym spotkać się z Violą niż siedzieć w pokoju i ślepo patrzeć się w sufit oraz słuchać jak Kendall drze się w salonie na Diego, który próbuje grać na gitarze.
- Piosenkę? - zapytała z lekkim śmiechem.
- Długa historia. Głównie to wina Nialla - odpowiedziałem spokojnie a ona się zaśmiała.
- No trudno - westchnęła - Powodzenia - dodała z trochę większym entuzjazmem - Kocham cię - zachichotała a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Ja ciebie też - odpowiedziałem i rozłączyłem się. Odłożyłem telefon na biurko i wzrokiem powróciłem na pustą kartkę. Od ponad godziny nic nie napisałem i coś mnie się wydaję, że chyba nie napiszę. Wziąłem do ręki zeszyt oraz długopis i zrezygnowany zszedłem do salonu gdzie był cały nasz zespół.
- I teraz przejedź palcami po strunach - powiedział próbując opanować się Kendall do Niall. Blondyn zrobił to co mu kazał i kiedy usłyszał dźwięk ucieszył się jak małe dziecko.
- Umiem grać na gitarze! - krzyknął ucieszony.
- Znasz tylko jeden akord - zgasił jego entuzjazm Kendall po czym przewrócił teatralnie oczami. Zaśmiałem się postanowiłem ich zostawić samych. Wyszedłem z naszego domu i udałem się w miasto a raczej na główny plac w centrum miasta. Miejmy nadzieję, że tam mnie natchnie. Że też akurat mnie trafiło się pisanie. Chłopcy przecież sami mogą coś napisać, albo możemy przerobić jakąś gotową i zrobić cover. To by było o wiele prostsze. Usiadłem na pobliskiej ławce z idealnym widokiem na miasto. Piosenka. Poprzednia była o miłości, ale to było do przedstawienia i do tego pisałem ją z Jade a to było na prawdę trudne zadanie. Nagle poczułem jak ktoś się do mnie przysiada. Oby tylko to nie była jakaś starsza pani, która będzie opowiadać mi o swoich wnukach, kotach czy psach. Odwróciłem głowę w stronę tej osoby i moim oczom ukazała się uśmiechnięta od ucha do ucha Cat.
- Cześć - pisnęła mi do ucha po czym się zaśmiała. Uwielbiam ją, ale szczerze mówiąc nie jest zbyt inteligentna, ale za to nadrabia to swoją urodą.
- Zakupy? - zapytałem patrząc na torby stojące obok niej. Kiwnęła twierdząco głową i uśmiechnęła się a w jej policzkach pojawiły się dołeczki.
- Hej Violu - zacząłem zanim zdążyła się odezwać. Usłyszałem jej cichutki śmiech.
- Robisz coś dzisiaj, bo wiesz miałam nadzieję, że się spotkamy - powiedziała radośnie a ja westchnąłem.
- Niestety muszę cię zmartwić, ale dzisiaj się nie spotkamy, bo muszę napisać piosenkę - zgasiłem jej entuzjazm. Oczywiście wolałbym spotkać się z Violą niż siedzieć w pokoju i ślepo patrzeć się w sufit oraz słuchać jak Kendall drze się w salonie na Diego, który próbuje grać na gitarze.
- Piosenkę? - zapytała z lekkim śmiechem.
- Długa historia. Głównie to wina Nialla - odpowiedziałem spokojnie a ona się zaśmiała.
- No trudno - westchnęła - Powodzenia - dodała z trochę większym entuzjazmem - Kocham cię - zachichotała a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Ja ciebie też - odpowiedziałem i rozłączyłem się. Odłożyłem telefon na biurko i wzrokiem powróciłem na pustą kartkę. Od ponad godziny nic nie napisałem i coś mnie się wydaję, że chyba nie napiszę. Wziąłem do ręki zeszyt oraz długopis i zrezygnowany zszedłem do salonu gdzie był cały nasz zespół.
- I teraz przejedź palcami po strunach - powiedział próbując opanować się Kendall do Niall. Blondyn zrobił to co mu kazał i kiedy usłyszał dźwięk ucieszył się jak małe dziecko.
- Umiem grać na gitarze! - krzyknął ucieszony.
- Znasz tylko jeden akord - zgasił jego entuzjazm Kendall po czym przewrócił teatralnie oczami. Zaśmiałem się postanowiłem ich zostawić samych. Wyszedłem z naszego domu i udałem się w miasto a raczej na główny plac w centrum miasta. Miejmy nadzieję, że tam mnie natchnie. Że też akurat mnie trafiło się pisanie. Chłopcy przecież sami mogą coś napisać, albo możemy przerobić jakąś gotową i zrobić cover. To by było o wiele prostsze. Usiadłem na pobliskiej ławce z idealnym widokiem na miasto. Piosenka. Poprzednia była o miłości, ale to było do przedstawienia i do tego pisałem ją z Jade a to było na prawdę trudne zadanie. Nagle poczułem jak ktoś się do mnie przysiada. Oby tylko to nie była jakaś starsza pani, która będzie opowiadać mi o swoich wnukach, kotach czy psach. Odwróciłem głowę w stronę tej osoby i moim oczom ukazała się uśmiechnięta od ucha do ucha Cat.
- Cześć - pisnęła mi do ucha po czym się zaśmiała. Uwielbiam ją, ale szczerze mówiąc nie jest zbyt inteligentna, ale za to nadrabia to swoją urodą.
- Zakupy? - zapytałem patrząc na torby stojące obok niej. Kiwnęła twierdząco głową i uśmiechnęła się a w jej policzkach pojawiły się dołeczki.
niedziela, 15 marca 2015
Rozdział 27: I co teraz?
- Proszę cię - wciąż błagałem moją dziewczyną - Odwiozę się później - próbowałem ją przekonać i szybko musnęłam delikatnie jej usta. Westchnęła głośno i kiwnęła twierdząco głową. Uśmiechnąłem się do niej i zadowolony pociągnąłem do domu. Jednak mój uśmiech szybko zszedł z twarzy kiedy w salonie na kanapie ujrzałem swoich rodziców. Stanąłem jak wryty i nerwowo ścisnąłem dłoń Violi. Ojciec podniósł się z kanapy i podszedł do nas. Wzdrygnąłem się trochę czując na sobie jego chłodne spojrzenie. Już miął coś powiedzieć, ale odezwałem się jako pierwszy.
- Nie wyjadę - warknąłem w jego stronę i zacisnąłem szczękę. Widać było w oczach ojca, że nie jest z tego zadowolony. Zastanawia mnie cały czas dlaczego tak bardzo chce mnie stąd zabrać. Przecież nie może chodzić o tą umowę zawartą z jego przyjacielem - Nie zmusisz mnie do tego a nawet jeśli to i tak ucieknę - dodałem nie spuszczając wzroku z ojca, który zacisnął dłonie w pięści. Poczułem jak Violetta delikatnie wtula się w moje ramie. Zerknąłem kontem oka na moją matkę, która stała za ojcem i przysłuchiwała się naszej rozmowie, jeżeli tak to można nazwać. Widziałem w jej oczach, że jest zdenerwowana - Mamo - zwróciłem się do niej zrezygnowany - Pozwolisz mu na to? - zapytałem z nadzieję w głosie, że może mi pomoże.
- Leon, lepiej będzie jak wrócisz z nami - odpowiedziała z ciszonym głosem i zerknęła na ojca, który posłał jej chłodne spojrzenie.
- O co wam do cholery chodzi? Dlaczego zależy wam na tym abym z wami wrócił? - nie wytrzymałem i podniosłem na nich głos. Ojciec zacisnął mocniej pięści i podszedł do mnie - Co znowu mnie uderzysz? - zapytałem ze spokojem i obojętnością, ale tak na prawdę trochę się zląkłem. Zaśmiał się, ale po chwili jednak spoważniał.
- Nie, ale powinienem - syknął w moją stronę. Poczułem jak moja dziewczyna wzdrygnęła się i bardziej przytuliła się do mojego ramieniem.
- Violetta, idź do mojego pokoju - zwróciłem się do niej nie spuszczając wzroku z mojego ojca. Dziewczyna nie zareagowała tylko stała i wpatrywała się w nas - Violu - dodałem prosząco i dopiero wtedy otrząsnęła się. Odsunęła się ode mnie i patrząc na mnie udała się za pewne do mojego pokoju. Już chciałem coś powiedzieć, ale nie pozwoliła mi na to mama.
- Nie wyjadę - warknąłem w jego stronę i zacisnąłem szczękę. Widać było w oczach ojca, że nie jest z tego zadowolony. Zastanawia mnie cały czas dlaczego tak bardzo chce mnie stąd zabrać. Przecież nie może chodzić o tą umowę zawartą z jego przyjacielem - Nie zmusisz mnie do tego a nawet jeśli to i tak ucieknę - dodałem nie spuszczając wzroku z ojca, który zacisnął dłonie w pięści. Poczułem jak Violetta delikatnie wtula się w moje ramie. Zerknąłem kontem oka na moją matkę, która stała za ojcem i przysłuchiwała się naszej rozmowie, jeżeli tak to można nazwać. Widziałem w jej oczach, że jest zdenerwowana - Mamo - zwróciłem się do niej zrezygnowany - Pozwolisz mu na to? - zapytałem z nadzieję w głosie, że może mi pomoże.
- Leon, lepiej będzie jak wrócisz z nami - odpowiedziała z ciszonym głosem i zerknęła na ojca, który posłał jej chłodne spojrzenie.
- O co wam do cholery chodzi? Dlaczego zależy wam na tym abym z wami wrócił? - nie wytrzymałem i podniosłem na nich głos. Ojciec zacisnął mocniej pięści i podszedł do mnie - Co znowu mnie uderzysz? - zapytałem ze spokojem i obojętnością, ale tak na prawdę trochę się zląkłem. Zaśmiał się, ale po chwili jednak spoważniał.
- Nie, ale powinienem - syknął w moją stronę. Poczułem jak moja dziewczyna wzdrygnęła się i bardziej przytuliła się do mojego ramieniem.
- Violetta, idź do mojego pokoju - zwróciłem się do niej nie spuszczając wzroku z mojego ojca. Dziewczyna nie zareagowała tylko stała i wpatrywała się w nas - Violu - dodałem prosząco i dopiero wtedy otrząsnęła się. Odsunęła się ode mnie i patrząc na mnie udała się za pewne do mojego pokoju. Już chciałem coś powiedzieć, ale nie pozwoliła mi na to mama.
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 26: Cięta riposta
Zdecydowanie dzisiaj najlepiej jak nikt nie będzie się do mnie zbliżał. Wszystko mnie denerwuje, coś czuję, że zbliża się miesiączka. A jeszcze do tego pani od fizyki zrobiła niezapowiedzianą kartkówkę a dodatkowo wchodząc do szkoły widziałam jak do Leona tuli się jakaś dziewczyna, nie ona się nie tuliła tylko wręcz go dusiła. Co, kolejna dziewczyna, która leci na mojego chłopaka? Tak jestem zazdrosna, jestem cholernie zazdrosna o Verdasa i co z tego, chyba mam prawo. Świetnie. I jeszcze ten tutaj idzie. Tak. Mam na myśli Nathana. Ruszyłam w jego stronę a raczej w stronę drzwi wyjściowych. Już chciał się odezwać, ale ominęłam go i opuściłam mury szkoły. Nawet nie chciałam zaczynać z nim rozmowy, bo to skończyło by się źle. Najlepiej będzie jak od razu pójdę do domu, przebiorę się w wygodniejsze ubranie i obejrzę coś w telewizji. Z tego co mi mówiła Francesca to ona zostaje jeszcze na dodatkowym kółku z biologi. Mój krok był zdenerwowany a moje stopy mocno stąpały po ziemi.
- Viola! - usłyszałam swoje imię. Odwracać się nie musiałam aby wiedzieć, że to woła mnie właśnie Leon. Nie zatrzymałam się tylko szłam dalej, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Przez cały dzisiejszy dzień nie odzywał się do mnie, nie odpisywał na wiadomości a nawet nie zadzwonił. I nagle teraz chce ze mną rozmawiać. Ha. Szkoda, że ja nie mam na to ochoty - No zaczekaj. Trochę trudno cię dogonić idąc o tych kulach - wołał za mną a jak jak zawsze zmiękłam i zatrzymałam się.
- Czego chcesz? - warknęłam w jego stronę a z jego twarzy natychmiastowo zniknął uśmiech. Chyba trochę przesadziłam. Patrzył na mnie zdziwiony i nic nie mówił. Westchnęłam głośno i odwróciłam się aby ruszyć z powrotem w drogę.
- Ej, o co ci chodzi? - zapytał z tym samym tonem, co ja wcześniej. Zatrzymałam się i z powrotem odwróciłam w jego stronę. Nic nie powiedziałam tylko przytuliłam się do niego.
- Przepraszam - wyszeptałam i odsunęłam się od niego. Jego wzrok ukazywał zdziwienie - Ja po prostu.. - przerwałam na chwilę i nerwowo założyłam kosmyk włosów za ucho - Nie ważne - dodałam i posłałam mu uśmiech. Złapałam mnie za dłoń z trudnością ponieważ opierał się o kule.
- Viola! - usłyszałam swoje imię. Odwracać się nie musiałam aby wiedzieć, że to woła mnie właśnie Leon. Nie zatrzymałam się tylko szłam dalej, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Przez cały dzisiejszy dzień nie odzywał się do mnie, nie odpisywał na wiadomości a nawet nie zadzwonił. I nagle teraz chce ze mną rozmawiać. Ha. Szkoda, że ja nie mam na to ochoty - No zaczekaj. Trochę trudno cię dogonić idąc o tych kulach - wołał za mną a jak jak zawsze zmiękłam i zatrzymałam się.
- Czego chcesz? - warknęłam w jego stronę a z jego twarzy natychmiastowo zniknął uśmiech. Chyba trochę przesadziłam. Patrzył na mnie zdziwiony i nic nie mówił. Westchnęłam głośno i odwróciłam się aby ruszyć z powrotem w drogę.
- Ej, o co ci chodzi? - zapytał z tym samym tonem, co ja wcześniej. Zatrzymałam się i z powrotem odwróciłam w jego stronę. Nic nie powiedziałam tylko przytuliłam się do niego.
- Przepraszam - wyszeptałam i odsunęłam się od niego. Jego wzrok ukazywał zdziwienie - Ja po prostu.. - przerwałam na chwilę i nerwowo założyłam kosmyk włosów za ucho - Nie ważne - dodałam i posłałam mu uśmiech. Złapałam mnie za dłoń z trudnością ponieważ opierał się o kule.
- Właśnie, że ważne - zaczął spokojnie i pogładził kciukiem wierzch mojej dłoni - O co chodzi? - zapytał i uśmiechnął się delikatnie. Westchnęłam głośno i spuściłam głowę.
sobota, 28 lutego 2015
Rozdział 25: A przystojny?
Dzisiejszego poranka to Leon nie mógł mnie obudzić. Jednak po paru szantażach i oznajmieniu która jest godzina w końcu się udało. Oczywiście musiał pierwszy zająć łazienkę a że wstaliśmy późno to mam tylko piętnaście minut na wyszykowanie się. W sumie to nie mam ochoty dzisiaj się jakoś stroić i malować zbytnio. Zresztą coś czuje, że ten dzisiejszy dzień będzie ciężki, ale przynajmniej spędzę trochę czasu z moją przyjaciółką, bo od kiedy obie mamy chłopaków rzadko rozmawiamy a już nie mówię o babskich sprawach. Spryskałam się ostatni raz swoimi perfumami i zadowolona ze swojego ubioru wróciłam do pokoju, w którym czeka na mnie mój sportowiec. On wygląda świetnie a ja jakbym ubierała się w ciemności. Stał do mnie tyłem wiec wykorzystałam okazję i rzuciłam w niego poduszką.
- Już jesteś gotowa? - zdziwił się mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu. Uśmiechnęłam się sztucznie i rzuciłam w niego kolejną poduszkę.
- Wiesz gdybyś obudził mnie wcześniej i sam nie siedział w łazience półgodziny to miałabym więcej czasu na wystrojenie - powiedziałam z udawanym oburzeniem po czym podeszłam do łóżka i poprawiłam pościel. Zaśmiał się, podszedł do mnie i pocałował rozbawiony w policzek.
- Ale ja nie twierdzę, że brzydko wyglądasz wręcz przeciwnie - mówił patrząc na mnie i uśmiechając się. Zmroziłam go wzrokiem a on pstryknął mnie w nos.
- Mogę zostawić u ciebie rzeczy? Jutro po nie wpadnę - powiedział wskazując na swoja torbę. Przygryzłam lekko dolną wargę i kiwnęłam twierdząco głową. Musnął szybko moje usta i objął w tali. Z ledwością sięgnęłam po swój telefon leżący na biurku i spojrzałam na godzinę.
- Spóźnię się - spanikowałam i szybko wyrwałam się z uścisku Leona po czym ciągnąc go za rękę wyszłam z pokoju. Na szczęście nie muszę brać żadnych książek ponieważ zostawiłam wszystkie w szafce szkolnej. Z tego co wiem to samochodem pojechała Fran, a Leon nie bierze swojego bo będzie musiał zostawić go pod szkołą więc musimy iść na piechotę a raczej prawie biec. Po kilku minutach poczułam jak Leon zwalnia. Odwróciłam się szybko w jego stronę i posłałam pytające spojrzenie.
- Wstąpimy do sklepu, bo muszę sobie kupić coś do jedzenia i wodę na mecz - odezwał się z uśmiechem a ja chciałam go trzasnąć. Wypuściłam nerwowo powietrze aby się chociaż trochę uspokoić.
- Leon, do szkoły został jeszcze spory kawałek drogi a ja zaczynam lekcje za pięć minut - odpowiedziałam lekko zdenerwowana. To, że on nie mam lekcji nie znaczy, że ja mam się na nie spóźnić, bo on jak zwykle jest głodny.
- Piętnaście minut - uśmiechnął się głupkowato. Posłałam mu pytające spojrzenie a on się zaśmiał - Przestawiłem ci zegarek do przodu w telefonie abyś nie siedziała długo w łazience - wytłumaczył ze spokojem. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy aby nie nakrzyczeć na niego. Kiedy chociaż trochę się uspokoiłam spojrzałam na niego a on stał i się uśmiechał.
- Już jesteś gotowa? - zdziwił się mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu. Uśmiechnęłam się sztucznie i rzuciłam w niego kolejną poduszkę.
- Wiesz gdybyś obudził mnie wcześniej i sam nie siedział w łazience półgodziny to miałabym więcej czasu na wystrojenie - powiedziałam z udawanym oburzeniem po czym podeszłam do łóżka i poprawiłam pościel. Zaśmiał się, podszedł do mnie i pocałował rozbawiony w policzek.
- Ale ja nie twierdzę, że brzydko wyglądasz wręcz przeciwnie - mówił patrząc na mnie i uśmiechając się. Zmroziłam go wzrokiem a on pstryknął mnie w nos.
- Mogę zostawić u ciebie rzeczy? Jutro po nie wpadnę - powiedział wskazując na swoja torbę. Przygryzłam lekko dolną wargę i kiwnęłam twierdząco głową. Musnął szybko moje usta i objął w tali. Z ledwością sięgnęłam po swój telefon leżący na biurku i spojrzałam na godzinę.
- Spóźnię się - spanikowałam i szybko wyrwałam się z uścisku Leona po czym ciągnąc go za rękę wyszłam z pokoju. Na szczęście nie muszę brać żadnych książek ponieważ zostawiłam wszystkie w szafce szkolnej. Z tego co wiem to samochodem pojechała Fran, a Leon nie bierze swojego bo będzie musiał zostawić go pod szkołą więc musimy iść na piechotę a raczej prawie biec. Po kilku minutach poczułam jak Leon zwalnia. Odwróciłam się szybko w jego stronę i posłałam pytające spojrzenie.
- Wstąpimy do sklepu, bo muszę sobie kupić coś do jedzenia i wodę na mecz - odezwał się z uśmiechem a ja chciałam go trzasnąć. Wypuściłam nerwowo powietrze aby się chociaż trochę uspokoić.
- Leon, do szkoły został jeszcze spory kawałek drogi a ja zaczynam lekcje za pięć minut - odpowiedziałam lekko zdenerwowana. To, że on nie mam lekcji nie znaczy, że ja mam się na nie spóźnić, bo on jak zwykle jest głodny.
- Piętnaście minut - uśmiechnął się głupkowato. Posłałam mu pytające spojrzenie a on się zaśmiał - Przestawiłem ci zegarek do przodu w telefonie abyś nie siedziała długo w łazience - wytłumaczył ze spokojem. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy aby nie nakrzyczeć na niego. Kiedy chociaż trochę się uspokoiłam spojrzałam na niego a on stał i się uśmiechał.
sobota, 21 lutego 2015
Rozdział 24: Pożyczyłem sobie
Poprawiłam ostatni raz swoje włosy i przejechałam błyszczykiem po ustach. Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze i zadowolona ze swojego wyglądu oraz stroju wyszłam z łazienki po czym wróciłam do pokoju, w którym powinien być Leon. Dzisiaj z łatwością udało mnie się go obudzić a raczej nie mnie tylko jego mamie, która użyła magicznych słów. Już teraz wiem jak go wyrwać z łóżka. Kiedy otworzyłam drzwi do pokoju moim oczom ukazał się brunet, który właśnie zakładał na siebie czarną bluzę bluzę bez kaptura. Uśmiechnęłam się do siebie i skrzyżowałam ręce na piersi. Podniósł głowę i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Przygryzłam delikatnie dolną wargę widząc jego rozwalone lekko włosy.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytał zainteresowany po czym poprawił swoje włosy. Wzruszyłam tylko ramionami i bez słowa podeszłam do niego a następnie musnęłam czule jego usta. Odsunął się od mnie zdziwiony po czym przyłożył mi rękę do czoła - Dobrze się czujesz? - zapytał ujmując moją twarz i dokładnie ją oglądając. Zaśmiałam się cicho i ponownie musnęłam jego usta. Złapałam go za rękę i ze śmiechem wyciągnęłam z pokoju na śniadanie. Kiedy mieliśmy wchodzić do kuchni zatrzymała nas dość ciekawa rozmowa rodziców Leona.
- Chcesz ich tutaj zaprosić? - zapytała ewidentnie zdziwiona mama bruneta.
- Tak. Pomyśl kiedy ja teraz zobaczy zmieni zdanie - odpowiedział radosnym głosem pan Verdas.
- Myślisz, że jej wygląd coś zmieni - zakpiła z niego.
- No do końca, ale na pewno zmieni to jego nastawienie - powiedział poważnie. Spojrzałam na Leona, który był zdenerwowany. Widać to był po jego ślicznych oczach. Puścił moją rękę i podszedł do swoich rodziców przerywając im rozmowę.
- Jeszcze nie odpuściliście? - zapytał ewidentnie zdenerwowany. Skrzyżował ręce na piersiach i patrzył wyczekując na rodziców. Po minie jego ojca wywnioskowałam, że nie jest zadowolony z zachowania swojego syna - Powiedziałem ostatnio, że nic z tego - dodał próbują nie krzyknąć. Podeszłam do niego niepewnie i położyłam rękę na ramieniu.
- Leon musisz ....
- Nie nic nie muszę! - przerwał krzykiem, za co został spiorunowany wzrokiem przez ojca.
- On dzisiaj będą na kolacji - oznajmił surowym tonem pan Verdas. Zlękłam się trochę widząc jego mordercze spojrzenia dlatego spuściłam wzrok na swoje buty.
- W takim razie nas na niej nie będzie - powiedział twardo Leon i chciał wyjść, ale zatrzymał się słysząc głos swojego ojca.
- Jeżeli się na niej nie pojawisz to nie wrócisz do Buenos Aires - postawił warunek.
- Jestem pełnoletni i nie możesz zabronić mi tam wrócić - prychnął brunet i przełknął głośno ślinę. Jego ojciec się zaśmiał i spojrzał na swoją żoną a następnie z powrotem na Leona.
- Ale to ja za wszystko płacę i uwierz mi, że mogę - odpowiedział i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony swojego syna wyszedł do ogrodu. Brunet odprowadził go wzrokiem a następnie spojrzał zawiedziony na swoją matkę i wyszedł. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić więc jedynym wyjściem było pójście za Leonem.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytał zainteresowany po czym poprawił swoje włosy. Wzruszyłam tylko ramionami i bez słowa podeszłam do niego a następnie musnęłam czule jego usta. Odsunął się od mnie zdziwiony po czym przyłożył mi rękę do czoła - Dobrze się czujesz? - zapytał ujmując moją twarz i dokładnie ją oglądając. Zaśmiałam się cicho i ponownie musnęłam jego usta. Złapałam go za rękę i ze śmiechem wyciągnęłam z pokoju na śniadanie. Kiedy mieliśmy wchodzić do kuchni zatrzymała nas dość ciekawa rozmowa rodziców Leona.
- Chcesz ich tutaj zaprosić? - zapytała ewidentnie zdziwiona mama bruneta.
- Tak. Pomyśl kiedy ja teraz zobaczy zmieni zdanie - odpowiedział radosnym głosem pan Verdas.
- Myślisz, że jej wygląd coś zmieni - zakpiła z niego.
- No do końca, ale na pewno zmieni to jego nastawienie - powiedział poważnie. Spojrzałam na Leona, który był zdenerwowany. Widać to był po jego ślicznych oczach. Puścił moją rękę i podszedł do swoich rodziców przerywając im rozmowę.
- Jeszcze nie odpuściliście? - zapytał ewidentnie zdenerwowany. Skrzyżował ręce na piersiach i patrzył wyczekując na rodziców. Po minie jego ojca wywnioskowałam, że nie jest zadowolony z zachowania swojego syna - Powiedziałem ostatnio, że nic z tego - dodał próbują nie krzyknąć. Podeszłam do niego niepewnie i położyłam rękę na ramieniu.
- Leon musisz ....
- Nie nic nie muszę! - przerwał krzykiem, za co został spiorunowany wzrokiem przez ojca.
- On dzisiaj będą na kolacji - oznajmił surowym tonem pan Verdas. Zlękłam się trochę widząc jego mordercze spojrzenia dlatego spuściłam wzrok na swoje buty.
- W takim razie nas na niej nie będzie - powiedział twardo Leon i chciał wyjść, ale zatrzymał się słysząc głos swojego ojca.
- Jeżeli się na niej nie pojawisz to nie wrócisz do Buenos Aires - postawił warunek.
- Jestem pełnoletni i nie możesz zabronić mi tam wrócić - prychnął brunet i przełknął głośno ślinę. Jego ojciec się zaśmiał i spojrzał na swoją żoną a następnie z powrotem na Leona.
- Ale to ja za wszystko płacę i uwierz mi, że mogę - odpowiedział i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony swojego syna wyszedł do ogrodu. Brunet odprowadził go wzrokiem a następnie spojrzał zawiedziony na swoją matkę i wyszedł. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić więc jedynym wyjściem było pójście za Leonem.
sobota, 14 lutego 2015
Rozdział 23: Spontaniczna randka?
Zamknąłem za sobą drzwi wyjściowe i ze sztucznym uśmiechem, który bardziej wyglądał jak grymas podążałem w nieznanym mi kierunku razem z Violettą. Osobiście nie miałem ochoty wychodzić z domu a szczególnie dzisiaj. Ale oczywiście zgodziłem się ze względu na proszenie Violetty i wmawianie mi, że to pomoże mi zapomnieć, a jest inaczej, bo chodząc po mieście, przypominają mnie się chwile spędzone z Danielem. Był dla mnie jak brat i mimo iż od jego śmierci minął rok wciąż boli mnie tak samo. Próbuję sobie wmówić, że ten wypadek nie jest z mojej winy, ale to nic nie daje, bo mimo wszystko to i tak jest moja wina. Nagle mój wzrok przykuła pewna osoba a raczej dziewczyna, dobrze mi znana dziewczyna.
- Zamieszkamy razem, ożenię się z nią i razem będziemy wychowywać nasze dzieci - mówił rozmarzonym głosem mój przyjaciel, który w tej chwili pomagał mi sprzątać w garażu. Spojrzałem na niego z rozbawieniem - Gustavo i Lola. Idealne imiona dla naszych dzieci - dodał z uśmiechem i podniósł pudło z jakimiś rzeczami.
- Na za bardzo wbiegasz w przyszłość - odpowiedziałem ze śmiechem a on spojrzał na mnie zdziwiony - Masz dopiero siedemnaście lat - dokończyłem a on tylko westchną a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Usiadł na starym fotelu, oparł się łokciami o kolana po czym spuścił głowę i potrząsną nią.
- Czuje, że ona jest dla mnie stworzona - odezwał się niepewnie a po chwili ponownie na mnie spojrzał. Przestałem na chwilę wykonywać swoją czynność i oparłem się o dużą skrzynię a następnie skupiłem swoją uwagę na nim - Kiedy jestem obok niej i mogę na nią patrzeć czuje, że niczego innego nie potrzebuję. Widząc jej śliczny uśmiech od razu chce mnie się żyć. Jej głos jest niczym mód dla moich uszu a patrząc w jej oczy zatapiam się. Kocham ją i jestem tego pewny - zakończył swoją wypowiedź a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
- To na co czekasz powiedz jej to - doradziłem radośnie i podszedłem do niego po czym poklepałem go zachęcająco po ramieniu. Uśmiechnął się do mnie.
- Już to zrobiłem - mówił z zadowoleniem i wstał z fotela. Spojrzałem na niego pytająco a on tylko kiwnął twierdząco głową po czym poklepał mnie po plecach. Zaśmiałem się głośno i przytuliłem go tak jak to mieliśmy w zwyczaju - Kończmy to, bo umówiłem się z nią, że spotkamy się za dwie godziny - dodał i uderzył mnie pięścią w ramię nie przestając się uśmiechać.
To był dzień przed wypadkiem. Pamiętam go dokładnie.On był wtedy taki szczęśliwy, że w końcu odważył się powiedzieć jej co czuje, że w końcu może z nią być, ale przeze mnie ich szczęście nie trwało długo. Wszystkie moje mięśnie spięły się kiedy ujrzałem jej twarz. Mimo iż widniał na niej delikatny uśmiech ja wiedziałem, że wcale tak nie jest. Ich związek nie trwał długo, ale oni byli w sobie zakochani od dawna. Byli moimi przyjaciółmi i dokładnie wiedziałem co do siebie czują. Ich problem był taki, że każdy stawał im na drodze a czasami sami podkładali sobie kłody pod nogi. Poczułem na sobie kogoś wzrok odwróciłem się w stronę Violetty, która mocno trzymała moją rękę i patrzyła na mnie skołowana. Jednak mój wzrok po chwili ponownie powędrował w to samo miejsce co przed chwilą. Dziewczyna znajdowała się kilka kroków od nas. Zmieniła się i to bardzo. Przefarbowała włosy na ciemny brąz i jej ubiór uległ zmianie był teraz bardziej elegancki.
- Zamieszkamy razem, ożenię się z nią i razem będziemy wychowywać nasze dzieci - mówił rozmarzonym głosem mój przyjaciel, który w tej chwili pomagał mi sprzątać w garażu. Spojrzałem na niego z rozbawieniem - Gustavo i Lola. Idealne imiona dla naszych dzieci - dodał z uśmiechem i podniósł pudło z jakimiś rzeczami.
- Na za bardzo wbiegasz w przyszłość - odpowiedziałem ze śmiechem a on spojrzał na mnie zdziwiony - Masz dopiero siedemnaście lat - dokończyłem a on tylko westchną a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Usiadł na starym fotelu, oparł się łokciami o kolana po czym spuścił głowę i potrząsną nią.
- Czuje, że ona jest dla mnie stworzona - odezwał się niepewnie a po chwili ponownie na mnie spojrzał. Przestałem na chwilę wykonywać swoją czynność i oparłem się o dużą skrzynię a następnie skupiłem swoją uwagę na nim - Kiedy jestem obok niej i mogę na nią patrzeć czuje, że niczego innego nie potrzebuję. Widząc jej śliczny uśmiech od razu chce mnie się żyć. Jej głos jest niczym mód dla moich uszu a patrząc w jej oczy zatapiam się. Kocham ją i jestem tego pewny - zakończył swoją wypowiedź a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
- To na co czekasz powiedz jej to - doradziłem radośnie i podszedłem do niego po czym poklepałem go zachęcająco po ramieniu. Uśmiechnął się do mnie.
- Już to zrobiłem - mówił z zadowoleniem i wstał z fotela. Spojrzałem na niego pytająco a on tylko kiwnął twierdząco głową po czym poklepał mnie po plecach. Zaśmiałem się głośno i przytuliłem go tak jak to mieliśmy w zwyczaju - Kończmy to, bo umówiłem się z nią, że spotkamy się za dwie godziny - dodał i uderzył mnie pięścią w ramię nie przestając się uśmiechać.
To był dzień przed wypadkiem. Pamiętam go dokładnie.On był wtedy taki szczęśliwy, że w końcu odważył się powiedzieć jej co czuje, że w końcu może z nią być, ale przeze mnie ich szczęście nie trwało długo. Wszystkie moje mięśnie spięły się kiedy ujrzałem jej twarz. Mimo iż widniał na niej delikatny uśmiech ja wiedziałem, że wcale tak nie jest. Ich związek nie trwał długo, ale oni byli w sobie zakochani od dawna. Byli moimi przyjaciółmi i dokładnie wiedziałem co do siebie czują. Ich problem był taki, że każdy stawał im na drodze a czasami sami podkładali sobie kłody pod nogi. Poczułem na sobie kogoś wzrok odwróciłem się w stronę Violetty, która mocno trzymała moją rękę i patrzyła na mnie skołowana. Jednak mój wzrok po chwili ponownie powędrował w to samo miejsce co przed chwilą. Dziewczyna znajdowała się kilka kroków od nas. Zmieniła się i to bardzo. Przefarbowała włosy na ciemny brąz i jej ubiór uległ zmianie był teraz bardziej elegancki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)