sobota, 26 grudnia 2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Rozdział 61: Okłamał cię ktoś kiedyś?
Jeszcze nigdy nie czułem się tak niezręcznie jak w tej chwili. Gdyby nie fakt, że rodzice Federico obserwują praktycznie każdy mój ruch, było by w sumie normalnie. Chociaż czy kolacja z rodzicami twojego przyjaciela może być normalna? No raczej wątpię. Kątem oka zerknąłem na siedzącego obok mnie Federico i widząc po jego minie on też nie czuje się swobodnie. Najchętniej to wróciłbym już do domu, ale niestety jakieś dziesięć minut temu dopiero tutaj wszedłem. Może byłoby mniej niezręcznie jakby ktoś zaczął rozmowę czy coś. bo jak na razie jestem tylko obserwowany.
- Co ma na celu ta kolacja? - zapytał Federico przerywając w końcu tą ciszę. Jego matka odłożyła ostrożnie sztućce i uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Chcemy poznać twojego znajomego - powiedziała patrząc na mnie. Przełknąłem ślinę i włożyłem do swoich ust kolejną porcję jedzenia. W odpowiedzi na słowa kobiety można było usłyszeć śmiech Federico, jednak po chwili spoważniał.
- Wy tak na poważnie? - mówił z kpiną w głosie - Odkąd poznaliście Leon zachowujecie się dziwnie a ta cała kolacja jest totalnym idiotyzmem - dopowiedział i odsuwając krzesło wstał od stołu. Po mini jego ojca można łatwo stwierdzić, że zachowanie Federico mu się nie spodobało - I nie mam zamiaru brać w tym udziału - dodał po czym spojrzał na mnie i kiwnął głową dając mi do zrozumienia, żebyśmy poszli. Spojrzałem na jego rodziców i grzecznie wstałem od stołu dziękując za kolację. Nie lubię sprawiać przykrości ludziom , ale Federico tym razem ma rację z tym, że ta kolacja jest idiotyzmem. Niepewnie udałem się do jego pokoju a kiedy tylko przekroczyłem próg odetchnąłem z ulgą - Idziemy na miasto? - zapytał ściągając z siebie dżinsową koszulę, którą miał ubraną zostając w samym białej koszulce. Wzruszyłem ramionami odpowiadając tym samym na zadane przez niego pytanie. Założył na siebie szarą bluzę zakładaną przez głową i ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Z jednej strony wolałbym wrócić do domu i się położyć, ale z drugiej takie wyjście na miasto jest dobrym pomysłem. Kiedy tylko wróciliśmy do salonu dotarła do nas rozmowa rodziców Federico, która trochę przypominała kłótnię. Spojrzałem zmieszany w stronę mojego towarzysza a on tylko pokiwał głową przekręcając oczami, co oznaczało, że mam się nie przejmować.
- To jest niemożliwe. I skończ już z tym - można było usłyszeć zdenerwowany głos ojca Federico.
- To ty przestań. Nie widzisz podobieństwa? - po usłyszeniu tych słów znieruchomiałem. Nie jestem pewny, ale wydaje mnie się, że oni rozmawiają o mnie. Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem kątem oka na Federico. On także przeniósł na mnie swoje spojrzenie, które wyrażało tylko i wyłącznie niezrozumienie.
- Widzę, ale to może być tylko zbieg okoliczności - ciągnął swoją rację ojciec Federico. W tej chwili do głowy przyszła mi tylko jedna myśl a mianowicie, że Violetta mogła mieć rację. Może rodzice Federico znają moich.
- To jest on. Jestem tego pewna - w tej chwili czułem jak moje ciało drętwieje. Czułem na sobie wzrok Federico, ale mimo to nie potrafiłem na niego spojrzeć. Katem oka widziałem tylko, że ruszył w stronę gdzie znajdowali się jego rodzice - Lorenzo, to jest nasz Leon - otworzyłem szerzej oczy słysząc te słowa, natomiast Federico zatrzymał się w pół kroku i tak jak ja znieruchomiał.
- Co? - oprzytomniał i zdenerwowany ruszył w stronę swoich rodziców, którzy gdy tylko go usłyszeli automatycznie odwrócili się w jego stronę zaskoczeni - Chcecie powiedzieć, że Leon jest waszym synem a moim bratem? - zapytał jednocześnie zdenerwowany i zaskoczony. Natomiast ja stałem cały czas w jednym miejscu próbując to wszystko zrozumieć.
- Porozmawiajmy - stwierdził ojciec Federico.
- Co ma na celu ta kolacja? - zapytał Federico przerywając w końcu tą ciszę. Jego matka odłożyła ostrożnie sztućce i uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Chcemy poznać twojego znajomego - powiedziała patrząc na mnie. Przełknąłem ślinę i włożyłem do swoich ust kolejną porcję jedzenia. W odpowiedzi na słowa kobiety można było usłyszeć śmiech Federico, jednak po chwili spoważniał.
- Wy tak na poważnie? - mówił z kpiną w głosie - Odkąd poznaliście Leon zachowujecie się dziwnie a ta cała kolacja jest totalnym idiotyzmem - dopowiedział i odsuwając krzesło wstał od stołu. Po mini jego ojca można łatwo stwierdzić, że zachowanie Federico mu się nie spodobało - I nie mam zamiaru brać w tym udziału - dodał po czym spojrzał na mnie i kiwnął głową dając mi do zrozumienia, żebyśmy poszli. Spojrzałem na jego rodziców i grzecznie wstałem od stołu dziękując za kolację. Nie lubię sprawiać przykrości ludziom , ale Federico tym razem ma rację z tym, że ta kolacja jest idiotyzmem. Niepewnie udałem się do jego pokoju a kiedy tylko przekroczyłem próg odetchnąłem z ulgą - Idziemy na miasto? - zapytał ściągając z siebie dżinsową koszulę, którą miał ubraną zostając w samym białej koszulce. Wzruszyłem ramionami odpowiadając tym samym na zadane przez niego pytanie. Założył na siebie szarą bluzę zakładaną przez głową i ruszył w stronę wyjścia z pokoju. Z jednej strony wolałbym wrócić do domu i się położyć, ale z drugiej takie wyjście na miasto jest dobrym pomysłem. Kiedy tylko wróciliśmy do salonu dotarła do nas rozmowa rodziców Federico, która trochę przypominała kłótnię. Spojrzałem zmieszany w stronę mojego towarzysza a on tylko pokiwał głową przekręcając oczami, co oznaczało, że mam się nie przejmować.
- To jest niemożliwe. I skończ już z tym - można było usłyszeć zdenerwowany głos ojca Federico.
- To ty przestań. Nie widzisz podobieństwa? - po usłyszeniu tych słów znieruchomiałem. Nie jestem pewny, ale wydaje mnie się, że oni rozmawiają o mnie. Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem kątem oka na Federico. On także przeniósł na mnie swoje spojrzenie, które wyrażało tylko i wyłącznie niezrozumienie.
- Widzę, ale to może być tylko zbieg okoliczności - ciągnął swoją rację ojciec Federico. W tej chwili do głowy przyszła mi tylko jedna myśl a mianowicie, że Violetta mogła mieć rację. Może rodzice Federico znają moich.
- To jest on. Jestem tego pewna - w tej chwili czułem jak moje ciało drętwieje. Czułem na sobie wzrok Federico, ale mimo to nie potrafiłem na niego spojrzeć. Katem oka widziałem tylko, że ruszył w stronę gdzie znajdowali się jego rodzice - Lorenzo, to jest nasz Leon - otworzyłem szerzej oczy słysząc te słowa, natomiast Federico zatrzymał się w pół kroku i tak jak ja znieruchomiał.
- Co? - oprzytomniał i zdenerwowany ruszył w stronę swoich rodziców, którzy gdy tylko go usłyszeli automatycznie odwrócili się w jego stronę zaskoczeni - Chcecie powiedzieć, że Leon jest waszym synem a moim bratem? - zapytał jednocześnie zdenerwowany i zaskoczony. Natomiast ja stałem cały czas w jednym miejscu próbując to wszystko zrozumieć.
- Porozmawiajmy - stwierdził ojciec Federico.
niedziela, 29 listopada 2015
Rozdział 60: Powinienem ci podziękować
- Cześć chłopaki - odezwałam się radośnie w stronę Leona i Federico, którzy stali pod jedną ze ścian na szkolnym korytarzu. W odpowiedzi od mojego chłopaka otrzymałam uśmiech i czuły pocałunek w policzek, natomiast Federico zaszczycił mnie tylko kiwnięciem głową. Nie zepsuje mi dzisiaj humoru. Wstałam ze świetnym nastrojem i zamierzam go utrzymać do końca dnia - Jak tam samopoczucie Federico? - zapytałam uśmiechając się cwanie w jego stronę. Chyba polubiłam te sprzeczki między nami. Skierował na mnie swoje spojrzenie i głośno westchnął po czym włożył ręce do kieszeni swoich spodni.
- Znakomicie - odpowiedział po czym uśmiechnął się sztucznie w moją stronę, na co z mojej krtani wydobył się cichy śmiech - Idę sobie coś kupić do automatu - dodał po chwili i przewracając oczami odszedł od nas udając się w stronę maszyny z przekąskami i napojami. Odprowadziłam go wzrokiem nie przestając się śmiać.
- Co ty dzisiaj tak szczęśliwa? - zapytał Leon, który obejmował mnie ręką w tali. Odwróciłam się kierując swoje spojrzenie w jego stronę a konkretniej twarz. Wyciągnęłam rękę w jego stronę i ostrożnie przeczesałam ręką jego włosy nie mogąc przestać się uśmiechać.
- Mam swoje powody - powiedziałam lokując spojrzenie w jego oczach. Zmarszczył brwi, co oznaczało, że nie rozumiał mojej odpowiedzi - Jednym z nich jest przyjazd Ludmiły i to, że w końcu będzie szczęśliwa - uśmiechnęłam się i przybliżyłam się do niego nie przestając patrzeć mu w oczy - A głównym powodem jesteś ty - dodałam szczerze. Po wypowiedzeniu tych słów w jego oczach można było dostrzec coś co przypominało iskierki radości. Zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej i złożyłam na jego ustach krótki pocałunek. Aby wiedział, że mówiłam szczerze i, że mnie uszczęśliwia. Odsunęłam się od niego a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, zresztą nie przestaję się dzisiaj uśmiechać odkąd wstałam z łóżka a raczej otworzyłam oczy. Co z tego, że było przed ósma rano a mnie się chciało spać.
- Masz ochotę gdzieś dzisiaj wyjść? - zapytał z nadzieją w głosie. W tej chwili mój uśmiech się poszerzył a radość, która wypełniała moje wnętrze powiększyła się jeszcze bardziej. Kiwnęłam twierdząco głowa wpatrując się w jego oczy. Kątem oka widziałam jak obok nas przechodzi Matt, odwróciłam na chwilę spojrzenie od Leona i skierowałem je na chłopaka. Uśmiechnął się do mnie i kiwnął głową na znak przywitania. Jak widać dwa dni nie wystarczą aby rozwalona warga zniknęła. Muszę przyznać, że Federico nieźle mu przywalił.
- Znakomicie - odpowiedział po czym uśmiechnął się sztucznie w moją stronę, na co z mojej krtani wydobył się cichy śmiech - Idę sobie coś kupić do automatu - dodał po chwili i przewracając oczami odszedł od nas udając się w stronę maszyny z przekąskami i napojami. Odprowadziłam go wzrokiem nie przestając się śmiać.
- Co ty dzisiaj tak szczęśliwa? - zapytał Leon, który obejmował mnie ręką w tali. Odwróciłam się kierując swoje spojrzenie w jego stronę a konkretniej twarz. Wyciągnęłam rękę w jego stronę i ostrożnie przeczesałam ręką jego włosy nie mogąc przestać się uśmiechać.
- Mam swoje powody - powiedziałam lokując spojrzenie w jego oczach. Zmarszczył brwi, co oznaczało, że nie rozumiał mojej odpowiedzi - Jednym z nich jest przyjazd Ludmiły i to, że w końcu będzie szczęśliwa - uśmiechnęłam się i przybliżyłam się do niego nie przestając patrzeć mu w oczy - A głównym powodem jesteś ty - dodałam szczerze. Po wypowiedzeniu tych słów w jego oczach można było dostrzec coś co przypominało iskierki radości. Zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej i złożyłam na jego ustach krótki pocałunek. Aby wiedział, że mówiłam szczerze i, że mnie uszczęśliwia. Odsunęłam się od niego a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, zresztą nie przestaję się dzisiaj uśmiechać odkąd wstałam z łóżka a raczej otworzyłam oczy. Co z tego, że było przed ósma rano a mnie się chciało spać.
- Masz ochotę gdzieś dzisiaj wyjść? - zapytał z nadzieją w głosie. W tej chwili mój uśmiech się poszerzył a radość, która wypełniała moje wnętrze powiększyła się jeszcze bardziej. Kiwnęłam twierdząco głowa wpatrując się w jego oczy. Kątem oka widziałam jak obok nas przechodzi Matt, odwróciłam na chwilę spojrzenie od Leona i skierowałem je na chłopaka. Uśmiechnął się do mnie i kiwnął głową na znak przywitania. Jak widać dwa dni nie wystarczą aby rozwalona warga zniknęła. Muszę przyznać, że Federico nieźle mu przywalił.
sobota, 21 listopada 2015
Rozdział 59: Przysięgam, że będę
- Ciekawe zajęcie - usłyszałam damski głos. Odwróciłam głowę w stronę drzwi do mojego pokoju i moim oczom ukazała się Ludmiła. Stała ze skrzyżowanym rękami na klatce piersiowej z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Już wróciłaś? - zdziwiłam się podnosząc do pozycji siedzącej. Kiwnęła twierdząco głową i wzruszyła ramionami po czym podeszła do mnie a następnie zajęła miejsce na skraju łóżka - I jak było? - zapytałam zaciekawiona. Po jej minie wnioskuję, że nie było tak jak to sobie zaplanowała. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie i opadła na moje łóżko a jej wzrok skierował się na biały sufit.
- Było w porządku - odpowiedziała po chwili milczenia i westchnęła głośno. Dlaczego jakoś nie wierzę w jej słowa. Gdyby na prawdę było tak jak mówi, to jej wyraz twarzy nie byłby taki smętny.
- A tak serio - spojrzałam na nią poważnym wzrokiem, na co ona tylko pokręciła głową a po chwili się zaśmiała.
- Na prawdę fajnie się z nim bawiłam, ale...
- Wiedziałam - przerwałam jej zadowolona, że miałam rację. Spojrzała w moją stronę piorunując mnie wzrokiem po czym ponownie skierowała wzrok na ''interesujący'' sufit.
- Ale przypomniałam sobie, że nie powinnam się z nim tak dobrze bawić, bo spotykam się z nim tylko dlatego, żeby wzbudzić zazdrość w Federico - powiedziała niezbyt zadowolonym głosem.
- To skoro tak dobrze bawisz się z Mattem, to może warto dać mu szansę - zaproponowałam po przeanalizowaniu jej wypowiedzi. Milczała przez dłuższą chwilę. Chyba to nie był najlepszy pomysł. W końcu jest zakochana w Federico i nie będzie jej łatwo w związku z innym. Sama nie chciałabym zaczynać czegoś nowego gdybym rozstała się z Leonem nadal będąc w nim zakochana. Nie chce się z nim rozstawać a tym bardziej nie chce żadnego innego niż Leona.
- Już wróciłaś? - zdziwiłam się podnosząc do pozycji siedzącej. Kiwnęła twierdząco głową i wzruszyła ramionami po czym podeszła do mnie a następnie zajęła miejsce na skraju łóżka - I jak było? - zapytałam zaciekawiona. Po jej minie wnioskuję, że nie było tak jak to sobie zaplanowała. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie i opadła na moje łóżko a jej wzrok skierował się na biały sufit.
- Było w porządku - odpowiedziała po chwili milczenia i westchnęła głośno. Dlaczego jakoś nie wierzę w jej słowa. Gdyby na prawdę było tak jak mówi, to jej wyraz twarzy nie byłby taki smętny.
- A tak serio - spojrzałam na nią poważnym wzrokiem, na co ona tylko pokręciła głową a po chwili się zaśmiała.
- Na prawdę fajnie się z nim bawiłam, ale...
- Wiedziałam - przerwałam jej zadowolona, że miałam rację. Spojrzała w moją stronę piorunując mnie wzrokiem po czym ponownie skierowała wzrok na ''interesujący'' sufit.
- Ale przypomniałam sobie, że nie powinnam się z nim tak dobrze bawić, bo spotykam się z nim tylko dlatego, żeby wzbudzić zazdrość w Federico - powiedziała niezbyt zadowolonym głosem.
- To skoro tak dobrze bawisz się z Mattem, to może warto dać mu szansę - zaproponowałam po przeanalizowaniu jej wypowiedzi. Milczała przez dłuższą chwilę. Chyba to nie był najlepszy pomysł. W końcu jest zakochana w Federico i nie będzie jej łatwo w związku z innym. Sama nie chciałabym zaczynać czegoś nowego gdybym rozstała się z Leonem nadal będąc w nim zakochana. Nie chce się z nim rozstawać a tym bardziej nie chce żadnego innego niż Leona.
- Może masz rację - niespodziewanie odezwała się Ludmiła. Automatycznie mój wzrok powędrował na jej twarz - Matt jest przystojny i podoba mnie się więc może powinnam spróbować zaangażować się w naszą relację - dodała i przeniosła swój wzrok z sufitu na mnie. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie i puściłam do niej oczko.
- Obejrzymy jakiś film? - zapytałam zmieniając temat. Zaśmiała się cicho pod nosem i kiwnęła twierdząco głową po czy przeniosła się do pozycji siedzącej.
- Ale nie jakieś romansidło - odezwała się zdecydowanym głosem obracając w moją stronę. Uśmiechnęłam się sama do siebie i kiwnęłam twierdząco głową. Obie wstałyśmy z łóżka i naszym kierunkiem był salon. Jestem pewna, że rodzice mają jakieś filmy na płytach i znajdziemy coś odpowiedniego dla nas.
- Obejrzymy jakiś film? - zapytałam zmieniając temat. Zaśmiała się cicho pod nosem i kiwnęła twierdząco głową po czy przeniosła się do pozycji siedzącej.
- Ale nie jakieś romansidło - odezwała się zdecydowanym głosem obracając w moją stronę. Uśmiechnęłam się sama do siebie i kiwnęłam twierdząco głową. Obie wstałyśmy z łóżka i naszym kierunkiem był salon. Jestem pewna, że rodzice mają jakieś filmy na płytach i znajdziemy coś odpowiedniego dla nas.
poniedziałek, 2 listopada 2015
To nie potrwa długo ;)
Niestety ma dla was złą wiadomość a raczej taką informację. Przez ten tydzień i całkiem możliwe, że ten następny też nie będzie rozdziału. Moja choroba się na szczęście na dobre skończyła, ale co z tego skoro narobiłam sobie zaległości w szkole i to sporych, bo zachorowałam w czasie kiedy było najwięcej sprawdzianów i kartkówkę, a do tego dostałam nieciekawą jak dla mnie ocenę z trzech przedmiotów. W tym raku obiecałam sobie mieć lepsze oceny i zamierzam się tego trzymać. Zresztą muszę się też ustabilizować psychicznie. Niestety dopadła mnie jak nigdy depresja jesienna. W mojej głowie powstają jakieś na prawdę głupie myśli ( na szczęście nie samobójcze ). Już nawet miałam myśl rzucenia szkoły. A czasami jest tak, że najlepiej to przez całe czas leżałabym w łóżku i piła herbatę. Sama, bez nikogo. Tylko ja herbata i muzyka z telefonu. A dodatkowo mam tak trochę złamane serduszko, ale o tym nie będę pisać, bo to nie jest interesujące. Więc mój stan psychiczny wariuje. Tak więc informuję was, że rozdziału nie będzie przez co najmniej dwa tygodnie. Miałam w ogóle w planach zawiesić bloga na jakiś miesiąc, ale pomyślałam, że ten czas, który sobie wyznaczyłam powinien mi wystarczyć. Oczywiście postaram się pisać coś jeżeli będę miała chwilę, ale rozdziałów całych nie będę w stanie napisać. A nie chce publikować jakiegoś niespójnego i nie mającego sensu badziewia. Przepraszam was i do zobaczenia niedługo. Kocham Was!
środa, 28 października 2015
Rozdział 58: Nie chce
Wszedłem do szkoły i wcisnąłem przycisk wyślij a następnie wyszedłem z wiadomości. Jednak kiedy miałem zablokować telefon i schować go do kieszeni, wpadłem na kogoś. Jak na moje nieszczęście tą osobą okazał się być jakaś kobieta.
- Przepraszam - odezwałem się za nim zdążyła na mnie nakrzyczeć. Jednak ku mojemu zaskoczeniu ona tylko stała i wpatrywała się we mnie. Wyglądało to trochę jakby skanowała moją twarz minimetr po minimetrze. Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc o co jej chodzi. I wtedy jej oczy gwałtownie się powiększyły. Przełknęła głośno ślinę i jej wyraz twarzy przybrał strach. Kiedy miałem się odezwać podszedł do nas dyrektor.
- Teraz mogę z panią porozmawiać. Przepraszam, że musiała pani czekać - odezwał się, ale wzrok tej kobiety nadal był skupiony na mnie. Czuję się niezręcznie. Zerknąłem kątem oka na mężczyznę, który posłał mi spojrzenie abym odszedł. Bez chwili zastanowienia ruszyłem w stronę gdzie powinna być Violetta i Diego. Dziwna kobieta. Może skądś mnie zna, albo widziała mnie już wcześniej, skoro się tak mnie przyglądała.
- Leon! - usłyszałem damski głos i na pewno nie należał on do Violetty. Odwróciłem się w stronę, z której dochodził dźwięk. Ku mojemu zaskoczeniu tą osobą była Francesca. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że pamięta moje imię a co dopiero będzie chciała ze mną dobrowolnie rozmawiać - Masz chwilę? - zapytała kiedy stała ze mną twarzą w twarz. Rozejrzałem się dookoła i niepewnie kiwnąłem twierdząco głową. W sumie jestem ciekaw co ona może ode mnie chcieć - Mam wyrzuty sumienia - zaczęła nie patrząc na mnie tylko mając skupiony wzrok w podłogę. Jej słowa wywołały u mnie niesamowite zdziwienie - Pomyliłam się co do ciebie i ..- przerwała po czym przełknęła głośno ślinę. Nie pewnie podniosła na mnie spojrzenie i odchrząknęła.
- Chcesz mnie przeprosić? - zapytałem zdziwiony a ona ewidentnie odetchnęła z ulgą po czym kiwnęła twierdząco głową a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Już otwierała usta aby coś powiedzieć, ale odezwałem się pierwszy - Mam do ciebie pytanie - zacząłem a ona tylko uniosła do góry brew - Wiem, że to trochę nie stosowne, ale chodzi o Lucasa - powiedziałem dokładnie obserwując jej wyraz twarzy. Kiedy usłyszała jego imię na jej twarzy pojawił się smutek - Dokładnie chodzi o list, który napisał do Violetty. Ona go wyrzuciła, bo jest pewna, że to przez nią to zrobił - wytłumaczyłem trochę niepewnym głosem.
- Przepraszam - odezwałem się za nim zdążyła na mnie nakrzyczeć. Jednak ku mojemu zaskoczeniu ona tylko stała i wpatrywała się we mnie. Wyglądało to trochę jakby skanowała moją twarz minimetr po minimetrze. Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc o co jej chodzi. I wtedy jej oczy gwałtownie się powiększyły. Przełknęła głośno ślinę i jej wyraz twarzy przybrał strach. Kiedy miałem się odezwać podszedł do nas dyrektor.
- Teraz mogę z panią porozmawiać. Przepraszam, że musiała pani czekać - odezwał się, ale wzrok tej kobiety nadal był skupiony na mnie. Czuję się niezręcznie. Zerknąłem kątem oka na mężczyznę, który posłał mi spojrzenie abym odszedł. Bez chwili zastanowienia ruszyłem w stronę gdzie powinna być Violetta i Diego. Dziwna kobieta. Może skądś mnie zna, albo widziała mnie już wcześniej, skoro się tak mnie przyglądała.
- Leon! - usłyszałem damski głos i na pewno nie należał on do Violetty. Odwróciłem się w stronę, z której dochodził dźwięk. Ku mojemu zaskoczeniu tą osobą była Francesca. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że pamięta moje imię a co dopiero będzie chciała ze mną dobrowolnie rozmawiać - Masz chwilę? - zapytała kiedy stała ze mną twarzą w twarz. Rozejrzałem się dookoła i niepewnie kiwnąłem twierdząco głową. W sumie jestem ciekaw co ona może ode mnie chcieć - Mam wyrzuty sumienia - zaczęła nie patrząc na mnie tylko mając skupiony wzrok w podłogę. Jej słowa wywołały u mnie niesamowite zdziwienie - Pomyliłam się co do ciebie i ..- przerwała po czym przełknęła głośno ślinę. Nie pewnie podniosła na mnie spojrzenie i odchrząknęła.
- Chcesz mnie przeprosić? - zapytałem zdziwiony a ona ewidentnie odetchnęła z ulgą po czym kiwnęła twierdząco głową a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Już otwierała usta aby coś powiedzieć, ale odezwałem się pierwszy - Mam do ciebie pytanie - zacząłem a ona tylko uniosła do góry brew - Wiem, że to trochę nie stosowne, ale chodzi o Lucasa - powiedziałem dokładnie obserwując jej wyraz twarzy. Kiedy usłyszała jego imię na jej twarzy pojawił się smutek - Dokładnie chodzi o list, który napisał do Violetty. Ona go wyrzuciła, bo jest pewna, że to przez nią to zrobił - wytłumaczyłem trochę niepewnym głosem.
niedziela, 18 października 2015
Rozdział 57: Ryzyko
Wypuściłam głośno powietrze z ust i ponownie zamknęłam oczy. Nie mogę przestać o tym myśleć, ale przecież nie mogę się obwiniać o to. Nie moja wina, że podjął taką decyzję co do swojego życia, tylko dlaczego mimo wszystko czuję się winna. Bo jak inaczej można nazwać ten ścisk w podbrzuszu? Zerknęłam jeszcze raz na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą rano. Teraz to na tysiąc procent spóźnię się do szkoły, ale i tak nie miałam zamiaru dzisiaj iść. Zamknęłam oczy słysząc, że ktoś puka a następnie otwiera drzwi do pokoju.
- Spóźnisz się - usłyszałam spokojny głos mojej mamy. Przeniosłam na nią swój zmęczony wzrok i wzruszyłam tylko ramionami. Widząc moją minę weszła do środka zamykając ze sobą drzwi. Podeszła do mnie powoli i usiadła na brzegu łóżka.
- Czuję się winna - odezwałam się jako pierwsza i podniosłam się pod pozycji siedzącej aby móc utrzymać lepszy kontakt wzrokowy z moją mamą.
- Kochanie, nie możesz się o to obwiniać - powiedziała i jej dłoń ujęła moją.
- Ale się obwiniam! Dobrze wiedziałam, co do mnie czuje a i tak traktowałam go jak swojego wroga, którym nie był. On mnie kochał a ja nie potrafiłam pokochać jego - odpowiedziałam podniesionym głosem, ale ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem i podniosłam swojej spojrzenie na mamę, która patrzyła na mnie ze smutkiem. Pokiwała przecząco głową i przetarła swoim kciukiem po zewnętrznej części mojej dłonie.
- Lucas miał zaburzenia psychiczne i popełnił samobójstwo tylko dlatego, że przestał brać leki - oznajmiła a moje serce zatrzymało się prze sekundę. Zaburzenia psychiczne? To niemożliwe. Ona kłamie tylko dlatego, żebym się nie obwiniała. Pokiwałam przecząco głową i wierząc w jej słowa. Nie odpowiedziała tylko przysunęła się do mnie bliżej i zamknęła moje ciało w uścisku, co był trochę trudne z powodu gipsu. To prawda, że uścisk bliskiej ci osoby, może na prawdę pomóc. Odsunęłam się od niej i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Spóźnisz się - usłyszałam spokojny głos mojej mamy. Przeniosłam na nią swój zmęczony wzrok i wzruszyłam tylko ramionami. Widząc moją minę weszła do środka zamykając ze sobą drzwi. Podeszła do mnie powoli i usiadła na brzegu łóżka.
- Czuję się winna - odezwałam się jako pierwsza i podniosłam się pod pozycji siedzącej aby móc utrzymać lepszy kontakt wzrokowy z moją mamą.
- Kochanie, nie możesz się o to obwiniać - powiedziała i jej dłoń ujęła moją.
- Ale się obwiniam! Dobrze wiedziałam, co do mnie czuje a i tak traktowałam go jak swojego wroga, którym nie był. On mnie kochał a ja nie potrafiłam pokochać jego - odpowiedziałam podniesionym głosem, ale ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem i podniosłam swojej spojrzenie na mamę, która patrzyła na mnie ze smutkiem. Pokiwała przecząco głową i przetarła swoim kciukiem po zewnętrznej części mojej dłonie.
- Lucas miał zaburzenia psychiczne i popełnił samobójstwo tylko dlatego, że przestał brać leki - oznajmiła a moje serce zatrzymało się prze sekundę. Zaburzenia psychiczne? To niemożliwe. Ona kłamie tylko dlatego, żebym się nie obwiniała. Pokiwałam przecząco głową i wierząc w jej słowa. Nie odpowiedziała tylko przysunęła się do mnie bliżej i zamknęła moje ciało w uścisku, co był trochę trudne z powodu gipsu. To prawda, że uścisk bliskiej ci osoby, może na prawdę pomóc. Odsunęłam się od niej i delikatnie się uśmiechnęłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)