wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 75: Musiałem do ciebie przyjść cz. 2

- Przepraszam - głuchą ciszę między nami przerwał jego cichy szept. Zdezorientowana spojrzałam na niego, bo nie mam pojęcia za co mnie przeprasza. Nie uraził mnie ani nie powiedział nic nie odpowiedniego. Zresztą od paru minut się nie odzywa. Siedzi obok mnie i słucha tylko moich opowieści z wyjazdu do Włoch.
- Przecież nie masz za co mni...
- Właśnie, że mam - przerwał mi jakby trochę zły. Nie rozumiem jego zachowania i chyba nigdy nie zrozumiem. Zawsze będzie dla mnie w pewien sposób zagadką. Wciąż się łudzę, że otworzy się w stosunku do mnie i nie będą się tworzyć między nami jakiekolwiek mury. Źle mi jest z tego powodu, ale nie jestem w stanie naprawić jego przeszłości - Przepraszam, że wczoraj tak po prostu odszedłem - dodał jakby sam do końca nie był pewny czy chce zacząć ten temat czy nie. Przybliżyłam się do niego i położyłam swoją dłoń na jego.
- Rozumiem Leon, że...
- Nie chce tego. Nie chce żebyś za każdym razem kiedy zrobię coś źle, usprawiedliwiała to moją przeszłością czy mówiła, że to rozumiesz, bo wiesz co przeszedłem - po raz pierwszy podniósł trochę głos po czym zerknął na mnie kątem oka - Powinienem już odciąć się od tego czasu. Zapomnieć i skupić się na teraźniejszości, skupić się na tym co udało mnie się osiągnąć  i jak daleko zaszedłem od tego czasu - kontynuował a jego wzrok skupiony był na naszych dłoniach, które po chwili splótł razem. Po jego słowach dotarło do mnie, że ja też popełniłam kilka błędów. Byłam przy nim wspierałam go, ale nie pomagałam mu wydostać się z tego całego bagna jego przeszłości. Za bardzo próbowałam wczuć się w jego sytuację, zamiast skierować jego myśli w przyszłość i teraźniejszość - I jak szczęśliwy teraz jestem - dodał szeptem, co wywołało u mnie delikatny uśmiech. Spojrzał w moją stronę trochę niepewnie a jego wzrok zatrzymał się na moich oczach. Ponownie dostrzegłam w nich ten uwielbiany przeze mnie błysk. Utrzymując z nimi kontakt wzrokowy przybliżyłam się do niego i po braku jakiejkolwiek reakcji z jego strony, złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Poczułam to, czułam to ciepło rozchodzące się wewnątrz tak jak za pierwszym razem kiedy moje usta dotknęły jego. Widząc jak jego kąciki ust unoszą się ku górze ułożyłam głowę na jego ramieniu i można powiedzieć przytuliłam się do niego. 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 75: Musiałem do ciebie przyjść cz.1

Nikt z nas nie chce cierpieć i robimy wszystko, żeby to cierpienie zagłuszyć. Łykamy tabletki na ból zęba więc kiedy pojawia się problem z duszą, to też chcemy coś na to wziąć, chcemy tego nie czuć. Ludzie nie akceptują rozpadania się w sobie, nie dają sobie prawa do przeżywania bólu. Mamy tak ze wszystkim. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Czasem cierpimy w imię tego, jak nas wychowano. Czasem myślimy, że musimy się męczyć. Nie pozwolę na to aby ona właśnie tak uważał. Ale tylko jedna osoba może mi w tym pomóc. Tylko on zna jego sytuacje na tyle dobrze, że może mi pomóc. Niepewnie zapukałam do drzwi i modliłam się abym zastała go w domu. Idąc tutaj nie zastanawiałam się nad plusami i minusami, moim jedynym celem było aby odzyskać Leona. Nie dało się nie zauważyć, że dziwił się na mój widok.
- Ma pan chwilę żeby porozmawiać? - zapytałam miętosząc w ręce kawałek swojej bluzki. Patrzył na mnie przez chwilę dokładnie analizując mój wyraz twarzy i nerwowe ruchy. Kiwnął po chwili twierdząco głową i otworzył szerzej drzwi aby mnie wpuścić do środka. Uśmiechnęłam się do niego wdzięcznie i przekroczyłam próg.
- Idź do salonu - pokierował mnie po czym zamknął za mną drzwi frontowe. Wykonałam jego polecenia i udałam się do pomieszczenia, o którym wspomniał. Usiadłam na kanapie i cierpliwie a raczej niecierpliwie czekałam aż dołączy - Przyszłaś zapewne do mnie w sprawie Leona - odezwał się a bardziej stwierdził. Kiwnęłam głową i splotłam swoje ręce, które ułożyłam na kolanach.
- Nie wiem czy powinnam o tym mówić, ale chce mu pomóc - zaczęłam i zerknęłam na niego spod moich rzęs. Zmarszczył brwi i jakby zainteresowany usiadł na fotelu, który znajdował się po ukosie od kanapy, na której siedziałam - Kilka dni Leon ze swoimi rodzicami i bratem byli na pogrzebie jego dziadka. I tam zobaczył tą opiekunkę z domu dziecka co...

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 74: Powrócił cały strach

Niechętnie zakończyłam połączenie z Leonem ponieważ muszę się jeszcze przebrać, a Ludmiła już marudzi żebyśmy wyszły na miasto. Jeszcze tak podekscytowanej to jej nie widziałam. Szczerze mówiąc to strasznie mnie się nie chce nigdzie wychodzić a szczególnie, że mamy spotkać się z jej znajomymi. Skąd mam wiedzieć jacy są i czy przypadnę im do gustu a może to własnie oni nie spodobają się mnie. Mogłabym się w jakiś sposób wykręcić z tego spotkani, ale prędzej czy później zmusi mnie do spotkania z nimi. W końcu będziemy tutaj przez cały tydzień. Ubrałam się w białe koronkowe spodenki i turkusową bluzkę na ramiączkach. Zapewne będziemy dużo chodzić po mieście więc najlepszym rozwiązanie będę buty na płaskiej podeszwie czyli albo krótkie białe trampki albo balerinki.
- Jeszcze nie jesteś gotowa - jęknęła Ludmiła wchodząc do pokoju gościnnego, który na ten krótki czas należy do mnie. Posłałam jej tylko znudzone spojrzenie i nie odzywając się kontynuowałam przebieranie się. Jeżeli przez cały pobyt tutaj będzie mnie ciągać po jakiś sklepach, planować mi wolny czas i umawiać na spotkania z jej znajomymi, to normalnie zwariuję. Wzięłam do ręki torebkę, do której wpakowałam telefon i pieniądze po czym spojrzałam na nią.
- Możemy już iść - oznajmiłam i z udawanym uśmiechem ruszyłam w stronę wyjścia. Jak się okazało moja kuzynka razem ze swoimi rodzicami mieszkają w bloku, który swoją drugą jest ogromny. Kiedy weszłam do środka zdziwiłam się, że jest tutaj tyle miejsca. Z zewnątrz to mieszkanie wydawało się takie małe a tu taka niespodzianka.Co prawda mój tymczasowy pokój nie jest zbyt duży, bo znajduje się w nim tylko łóżko, jedna nieduża szafa jakiś kwiatek i półeczka przy łóżku, ale za to jest ładnie urządzony. W kolorach bieli i błękitu. Nagle usłyszałam głośny pisk mojej kuzynki, który chyba uszkodził mi bębenki. Zdezorientowana i trochę przestraszona spojrzałam w jej stronę a ona w tym czasie zmierzała w stronę jakieś grupy ludzi. Nie dużej grupy, bo składała się tylko z czterech osób. I po tym krzyku i sposobie jakim  się z nimi przywitała strzelam, że to są własnie ci jej znajomi. Niepewnie podeszłam do nich i czekałam aż moja kuzynka wyściska się ze wszystkimi żeby mogła mnie przedstawić. Czułam się trochę dziwnie, bo od razu wzrok każdego powędrował na mnie.
- Poznajcie moją kuzynkę Violettę - odezwała się obejmując mnie ramieniem z wielkim uśmiechem - A to są własnie ci moim przyjaciele, o których ci mówiłam - dodała zerkając na mnie. Nic się nie zmieniło wciąż czuję się niezręcznie i obco - Nathalia - przedstawiła i wskazała niegrzecznie palcem na dziewczynę stojącą naprzeciwko mnie. Uśmiechnęłam się w jej stronę i podałam jej rękę, którą na szczęście uścisnęła odwzajemniając uśmiech - A to jej chłopak Luke - dodała, chociaż wiadomość, że jest jej chłopakiem mogła sobie darować, bo to akurat zauważyłam. Obejmuje ją rękę w tali a przyjaciel raczej tak nie robi. I swoją drogą tworzą ładną parę. Brunetka i blondyn. Zawsze podobały mnie się takie przeciwieństwa wizualne u par - Maya - i mój wzrok przeniósł się na drobną dziewczynę stojącą obok chłopaka, którego jeszcze nie znam, ale zaraz to się zapewne zmieni.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 73: To przez tą dziewczyne

Jestem zmęczony, jak nigdy. Już o godzinie dziesiątej musiałem być na torze, bo Hudson dostał potwierdzenie na mój wyścig za niecałe dwa dni. Dość, że zostało mało czasu, to jeszcze wyścig jest w jakimś innym mieście. Według mnie nie jestem jeszcze dosyć gotowy aby wystartować, ale Hudson twierdzi inaczej. Wszedłem na chwile do szatni aby nawodnić się, bo słońce dzisiaj jest nie do zniesienia. Spojrzałem na telefon chcąc się dowiedzieć, która jest godzina, ale zamiast tego ujrzałem dwa nieodebrane połączenia od Violetty i jedno od Federico. Domyślam się, że Violetta dzwoniła chcąc upewnić się czy na pewno się dzisiaj spotykamy, ale nie mam pojęcia, co może chcieć ode mnie Federico.
- Dobrze, że jeszcze cię złapałem - usłyszałem za swoimi plecami trochę zdyszany głos Hudsona. Odłożyłam telefon do torby i odwróciłem się twarzą w jego stronę - Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość - zaczął uśmiechając się. W moim przypadku określenie zła wiadomość jest zawsze końcem czegoś, co mnie uszczęśliwia. Kiedy pierwszy raz usłyszałem te słowa, miałam jakieś pięć lat i tą złą wiadomością było to, że muszę wrócić do domu dziecka od mojej już drugiej rodzinny zastępczej. I każdy kolejny raz gdy słyszałem te słowa, był podobny. Szczerze obawiałem się trochę tego, co ma mi do powiedzenia - Dobrą wiadomością jest to, że weźmiesz udział w dwóch kolejnych wyścigach - oznajmił zadowolony, na co się uśmiechnąłem.
- No a ta zła? - zapytałem chociaż nie chciałem wiedzieć, ale zanim zacznę się cieszyć z tej dobrej wiadomości muszę poznać tą drugą.
- Będziesz musiał więcej trenować - powiedział jakby to  było oczywiste. Uśmiechnąłem się do siebie i w duchu dziękowałem, że tym razem ta zła wiadomość nie zniszczyła moich planów i co najważniejsze nie sprawiła mi zawodu czy w jakimś stopniu bólu psychicznego - I zaczniemy od teraz - dodał po czym odwrócił się w stronę wyjścia z szatni.
- Ale na dzisiaj już skończyłem trening - zatrzymałem go zanim zdążył opuścić to pomieszczenie. Westchnął głośno odwracając się w moją stronę.

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 72: Nie dosłownie

Z głośnym westchnięciem wcisnęłam czerwoną słuchawkę w telefonie tym samy rozłączając połączenie z moją mamą. Rozmawiałam z nią chyba z pół godziny, bo oczywiście musiał wypytać o wszystko. W czasie kiedy moi przyjaciele świetnie bawili się w jeziorze ja musiałam zdawać relacje z każdej minuty mojej kochanej mamie, która zapewne dzwoniła za namową ojca. Odłożyłam telefon do torby tym samym chowając go przed słońcem i potencjalnymi złodziejami. Wstałam ze swojego miejsca i zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę jeziora, gdzie nadal znajdowali się moi przyjaciele. A sądząc po ich śmiechu, świetnie się bawili. Niestety z moim szczęściem musiałam na kogoś wpaść i akurat ta osoba miała ochotę na jakiś kleisty napój, który oczywiście wylądował na mnie. Zacisnęłam szczękę i z wymalowanym zdenerwowaniem na twarzy odwróciłam się w stronę tej osoby. Winowajcą okazała się być jakaś dziewczyna. Na oko w moim wieku i dodatkowo ładna. Z jej twarzy także można było wyczytać gniew.
- Może byś uważała jak chodzisz! - podniosła na mnie głos, wywołując tym u mnie jeszcze większy gniew. Podniosłam na nią swoje spojrzenie napotykając jej niebieskie jak ocean oczy.
- To raczej ty powinnaś uważać jak chodzisz! - nie miałam zamiaru udawać miłej. Wylała na mnie prawie cały swój napój i jeszcze bezczelnie mówi, że wina leży po mojej stronie. Posłałam jej mordercze spojrzenie i obejrzałam swoje oblane i klejące ciało. Najchętniej wylałabym pozostały napój na nią, ale się powstrzymam - Mogłabyś cho...
- Cicho bądź - przerwała mi niegrzecznie. Podnosiłam na nią zdziwiona spojrzenie a ona zachwycona patrzyła w inną stronę - Jakiś przystojniak idzie w naszą stronę - szepnęła wpatrując się w tamtą stronę. Westchnęłam głośno i kompletnie zignorowałam to co do mnie mówiła, bo nie interesuje mnie jakiś przystojniak. Mam swojego. Będę się teraz cała kleić i zaraz pewnie zjawią się osy. Jedna mnie już użądliła, więcej nie potrzebuję.

poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 71: Użądlenie osy

Siedząc wtuloną w klatkę piersiową Leona, z twarzą ukrytą w głębieniu jego szyi czułam, że nic więcej nie potrzeba mi do życia. Nie przeszkadzał mi nawet wiejący wiatry i fakt, że z każdą kolejną sekundą jest mi coraz zimniej. Moje policzki już dawno zrobiły się czerwone od zimna i powoli przestawałam kompletnie je czuć. Nie interesował mnie fakt, że mogę nabawić się przeziębienia, że moje ciało traci cenne ciepło a na skórze mam gęsią skórkę. Jestem szczęśliwa mając go przy sobie, widząc, że to właśnie z nim marznę siedząc na piasku w krótkich spodenkach i bluzie.
- Chodźmy spać jest późno i zimno - wyszeptał mi do ucha, a jego ciepły oddech wywołał na mojej skórze gęsią skórkę. Przez zderzenie ciepła z moja zimną skórą wzdrygnęłam się i jeszcze bardziej do niego przytuliłam.
- Położysz się ze mną? - zapytałam drżącym z zimna głosem. Nie usłyszałam odpowiedzi z jego strony więc odsunęłam się od niego aby móc na niego spojrzeć. Z wyrazu jego twarzy mogłam wyczytać, że wahał się nad odpowiedzią. Obawiał się czegoś i zdradziły to jego oczy. Patrzył na mnie i skanował każdy milimetr mojej twarzy. Uśmiechnęłam się delikatnie i swoimi zimnymi dłońmi otuliłam jego twarzy. Czułam jak się wzdrygnął, tylko nie wiedziałam, czy z powodu tego, że mojego dłonie były zimne, czy z innego. Pochyliłam się powoli w jego stronę i z delikatnością złożyłam na jego ustach pocałunek. Każdy chyba zna to uczucie kiedy przychodzi do domu zmarznięty i napije się gorącej herbaty. Wtedy wewnątrz robi się niesamowicie ciepło. Teraz też tak mam. Całując usta Leona czuję to. Czuję, to ciepło zalewające moje wnętrze. Odsunęłam się od niego niechętnie, ale widząc jego delikatny uśmiech i kiwnięcie twierdząco głową, na moje usta wkradł się z powrotem uśmiech.
- Będzie trochę ciasno, ale cieplej - zaśmiałam się po czym z trudem wstałam z jego nóg i okryłam się jeszcze bardziej bluzą, ponieważ wtedy poczułam mocniejszy i zimniejszy wiatr. Kiedy tylko się podniósł oplótł moje zmarznięte ciało swoimi ramionami i udaliśmy się w stronę rozłożonych namiotów. Kiedy położę się pod ciepłą kołderką i zaznam tego cudownego ciepło, podziękuję mojej mamie, że nie pozwoliła mi zabrać koca. Twierdzenie, że matka ma zawsze rację, jednak jest stuprocentowo prawidłowe. Odpięłam jak najciszej suwak w namiocie aby nie obudzić Ludmiły, ale ku mojemu zaskoczeniu nie było jej tam. Odwróciłam się przestraszona w stronę stojącego za mną Leona - Nie ma jej - powiedziałam widząc jego zdezorientowaną minę. Rozejrzał się dookoła po czym podszedł do namiotu jego i Federico. Zajrzał do środka i ze śmiechem powrócił wzrokiem na mnie.

niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 70: Z nimi są same problemy

W samą porę wszedłem do domu, bo akurat w tym momencie dzwonił mój telefon i jestem prawie pewny, że to Federico z pytaniem gdzie jestem. Odłożyłem szybko torbę obok komody w salonie i wszedłem niepewnie do jadalni połączonej z kuchnią. Od razu zostałem obdarowany uśmiechem ze strony mojej biologicznej matki. Trochę głupio mi, że musieli na mnie czekać. Co prawda nie spóźniłem się za bardzo, bo tylko dosłownie dwie minuty, ale i tak źle się z tym czuję. Jestem u nich kilka dni a już dałem plamę. Nie jest to przecież nic takiego, ale według mnie bycie punktualnym wyraża szacunek do tej osoby, z którą się umówiłeś.
- Mama już panikowała, że sobie coś zrobiłeś na torze - zaśmiał się Federico zerkając na kobietę na przeciwko niego. Nie rozumem, dlaczego moja biologiczna matka i Violetta martwią się kiedy chodzę na tor. Mam swój rozum i wiem kiedy zmniejszyć prędkość. Zresztą gdybym popełnił jakiś błąd dostałbym wytaczające pouczenie od Hudsona. Przemilczałem jego wypowiedź i tylko uśmiechnąłem się delikatnie w stronę naszej matki.
- Martwię się, bo już przeżyłam wypadek kogoś bliskiego w tego typu dyscyplinie - wypowiedziała te słowa jakby trochę ze złością. Zdziwiłem się  i sądząc po wyrazie twarzy Federico, on też.
- O kim mówisz? - zapytał mój zaciekawiony brat. W sumie sam chciałbym wiedzieć. Możliwe, że nie będę znał tej osoby, bo przecież można powiedzieć jestem nowy w tej rodzinie i nie znam nikogo kto do niej należy. Oprócz brata, mamy i taty. A sądząc po stosunkach rodzinnych nie poznam nigdy swoich dziadków. Kobieta obróciła się w stronę swojego męża i spojrzała na niego jednoznacznie - Masz na myśli tatę? - odezwał się Federico. Oboje kiwnęli twierdząco głową odwracając wzrok w naszą stronę.
- W ostatnim wyścigu sezonu byłem zbyt pewny swoich możliwości i wypadłem na ostatnim zakręcie. Miałem połamane żebra, kość udową, wstrząs mózgu i zmiażdżenie z niewydolnością prawej nerki - wyjaśnił konkretniej, co mnie szczerze mówiąc trochę wystraszyło. Nie zdawałem sobie sprawy, że podczas wyścigu może dojść do takiego poważnego wypadku. Sądziłem raczej, że kończy się to złamaną rękę lub nogą i kilkoma zadrapaniami. Poprawiłem się nerwowo na krześle i próbowałem wybić z głowy myśl, że mnie też to może spotkać.