***
Niesprawdzony
Praktycznie od samego rana siedzę z nosem w książkach. Nie będę zaprzeczać, że narobiłam sobie trochę tyłów w szkole. Z informacji od Ludmiły i Federico wiem, że mam do nadrobienia sprawdzian z trzech albo czterech przedmiotów, kilka prac domowych na zaliczenie i jeden projekt. Całe szczęście, że mam na to prawie cały tydzień i w sumie dzięki temu, że mam zwolnienie lekarskie jestem do przodu z zadaniami. Słysząc delikatne pukanie do drzwi od pokoju miałam nadzieję, że to nie ponownie mama z pytaniem czy wszystko w porządku. Mam dość już tych pytań. Powoli wszystko wraca do normy i to pytanie jest zbędne.
- Mogę? - odezwała się Ludmiła. No tak przecież nie odezwałam się jak zapukała. Uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronę i kiwnęłam twierdząco głową. Co prawda mam jeszcze dużo do nauki i do zrobienia, ale chwila przerwy mnie się przyda - Chciałam zabrać cię na miasto, ale widzę jesteś zajęta - powiedziała patrząc na książki na moim łóżku. W sumie jakoś nie mam ochoty wychodzić z domu.
- Muszę się jak najszybciej z tym uporać - westchnęłam głośno i na chwilę odsunęłam od siebie te książki i wszystkie notatki. Blondyna zajęła miejsce obok mnie i posłała mi troskliwe spojrzenie.
- Jak się czujesz? - zadała pytanie, które mnie irytuje z każdym dniem coraz bardziej. Westchnęłam głośno wzruszając ramionami.
- Nie wiem - to pytanie denerwuje mnie, bo nie potrafię na nie odpowiedzieć. Podniosłam na nią swoje spojrzenie, które utkwione miałam w swoich dłoniach - Raz chce mnie się żyć, a raz po prostu kładę się do łóżka i nie potrafię zasnąć, sama nie wiem czemu. Po prostu leżę i tyle. Gapię się w ten sufit i nie umiem zrozumieć niczego - wyżaliłam się smętnie.
Niesprawdzony
***
Wczorajsza rozmowa z psychologiem dobiła mnie psychicznie. A to własnie po niej miałam się niby lepiej poczuć. Wiem, że to co mówił nie jest prawdą, ale obawiam się, że przez niego i ten jego perfidny uśmiech oraz śmiech trafię jednak o tego ośrodka odwykowego. A przecież nie mam problemu z narkotykami. Nie odczuwam żadnej potrzeby zażycia ich. Jest wręcz przeciwnie mam do nich obrzydzenie.
- Przyniosłem ci naleśniki - oznajmił zadowolony z siebie Leon. Westchnęłam głośno, bo pewnie będzie kazał mi to zjeść, a ja nie mam najmniejszej ochoty na jedzenie. Spojrzałam na niego i nawet nie siliłam się na wymuszony uśmiech, bo w tej chwili opanował mnie strach, ale niestety przeważa nad nim smutek.
- Nie jestem głodna - mruknęłam pod nosem i natychmiastowo odwróciłam od niego wzrok, bo coś czuję, że w tej chwili mnie morduje wzrokiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jadłam od wczorajszego śniadania, którego też za dużo nie zjadłam. Ale nie moja wina, że nie mam ochoty na jedzenie. W czasie wczorajszego obiadu ciągle myślałam o rozmowie z psychologiem więc nic nie mogłam przełknąć, a później byłam rozbita po tej rozmowie więc znowu mój żołądek nie potrzebował jedzenia, a dzisiejsze śniadanie wyglądało tak ohydnie, że nawet widelcem tego nie ruszyłam.
***
Niesprawdzony
Ból. Moje ciało opanował okropny ból. Każdy najmniejszy mięsień w moim ciele umiera. Czuję się jakby mnie coś przygniatało. Jakby spadł na mnie ogromny głaz o masie dziesięciu ton. W mojej głowie odbywa się właśnie pokaz sztucznych ogni, a w gardle ktoś rozpętał ogień. To jest nie do zniesienia. Z całych sił próbuję poruszyć jakąś częścią ciała mimo odczuwanego bólu, ale nie daję rady. Kompletnie nie mam pojęcia co się dzieje. Gdzie jestem? Co się ze mną stało? I czy jestem bezpieczna? Czuję się jak w jakimś śnie, który nie może się skończyć. Tylko różnica jest taka, że mam wrażenie, że znajduję się w jednej wielkiej nicości. Jest ciemno i głucho. Jestem w pułapce. A przynajmniej tak się czuję. Zaczynam się bać, że dzieje się ze mną coś złego. Ale nie poddam się. Muszę być odważna. Nie mogę ulegać czarnym myślom. Muszę pokonać te diabły, które wpychają się do mojej głowy chcąc wywołać u mnie paniczny strach. Musze przeć naprzód, krok za krokiem, z nadzieją, że nawet jeśli się cofnę, to tylko trochę, tak że kiedy znowu ruszę przed siebie szybko nadrobię zaległości. Nie chce tkwić w tej nicości. Co mam zrobić by się stąd uwolnić? Mimo okropnego bólu z całych sił napięłam mięśnie tym samym wywołując przypływ dziwnego ciepła w moim ciele. Wciąż nic niewiedzę, ale mam wrażanie, że wszystko zaczyna wirować. A ja z każdą kolejną minutą zaczynam odczuwać ulgę od bólu, a także odzyskiwać panowanie nad swoim ciałem.
***
Niesprawdzony
- Wyraziłem już swoje zdanie na ten temat, Leon - warknął w moją stronę Henry. Patrzyłem na niego z nadzieją w oczach.
- To tylko kilka dni. Zresztą mam teraz tydzień wolnego - kontynuowałem próbę wybłagania go, aby pozwolił mi polecieć do domu. Może w ten sposób dowiem się co dzieje się z Violettą. Podczas wczorajszej rozmowy z moim bratem wyczułem, że on coś wie, ale nie chce mnie powiedzieć więc jedynym rozwiązaniem jest dowiedzieć się samemu. Mężczyzna spojrzał na mnie poważnie i pokiwał przecząco głową.
- Tydzień wolnego to ty masz od jazdy, ale nie od wszystkich obowiązków - oznajmił krzyżując ręce na klatce piersiowej. Nie cierpię jak ktoś ma nade mną władzę, a on taką niestety posiada - Ostateczny wyścig jest za niecałe cztery tygodnie, a my i tak mamy przerwę w treningach przez twój wypadek - wypomniał mi oczywiście mój błąd. Wiedziałem, że on mi tego nie odpuści. Jaki był wściekły kiedy dowiedział się o moim tygodniowym zwolnieniu jak się okazuje tylko od jazdy. Myślałem, że zaraz pójdzie do tego lekarza i wygarnie mu słownie jak i fizycznie. Nie ukrywa tego, że chce wygrać ten turniej i nie chce być w swojej skórze kiedy przegram - Już i tak przegiąłeś ostatnim razem - kolejny mój "błąd" który mi wypomniał. Westchnąłem głośno, bo przecież przepraszałem za to chyba z dziesięć razy.
***
Niesprawdzony
- Co robisz Smutasie? - przewróciłem oczami słysząc rozbawiony głos Naomi, która weszła do salonu. Bez krępacji zajęła miejsce obok mnie i szturchnęła mnie ramieniem.
- Nie mówi tak na mnie - powiedziałem nie szczególnie skupiając swoją uwagę na niej. Skoro mam wolny wieczór chciałem go spędzić oglądając telewizję i starając się nie myśleć o ostatnim czasie.
- To się uśmiechnij! - krzyknęła mi do ucha tarmosząc moje ramię - Cały czas chodzisz smutny - stwierdziła. Mam swoje powody, żeby nie chodzić z głupim uśmiechem na twarzy. Czułem na sobie jej spojrzenie chociaż moją uwagę skupiłem na ekranie telewizora. Mogę ją ignorować przez cały dzień, ale ona i tak nie da mi spokoju. Zerknąłem w jej stronę i uśmiechnąłem się sztucznie, chociaż moje spojrzenie raczej ją mordowało. Skrzywiła się patrząc na mnie i pokiwała przecząco głową.
- Nie uśmiechaj się w ten sposób, bo mnie przerażasz - powiedziała poważnie. To zastanów się czego chcesz. Ponownie przewróciłem oczami na jej komentarz. Nie mam ochoty się szczerze uśmiechać i nie będę tego robił. Przecież przez cały czas nie chodzę ze smutkiem na twarzy. Uśmiecham się wtedy kiedy mam na to ochotę. Głośnie otwieranie drzwi mówiła tylko tyle, że wrócił Niall. On zawsze musi mieć wielkie wejście.
- Szykuj się, wychodzimy dzisiaj wieczorem - oznajmił na wejściu wywołując u mnie delikatny uśmiech. Wyjdą sobie, a ja będę mógł w spokoju posiedzieć sam - Słyszysz? - szturchnął mnie w ramię i spojrzał. Czyli mówił do mnie o tym wyjściu. Westchnąłem głośno i zmarszczyłem brwi z niezadowolenia.
***
Niesprawdzony
Bez krępacji ujęłam jego twarz w swoje dłonie i nie myśląc za dużo wpiłam się w jego usta zatapiając się we wspólnym pocałunku. Ta moja złość na niego przez ostatni tydzień zwiększyła chęć bliskości z nim. Czując zimną ścianę na swoich plecach zaśmiałam się cicho tym samym przerywając nasz pocałunek. Utrzymując z nim kontakt wzrokowy dłonią przeczesałam jego włosy.
- Przepraszam, że... - przerwałam mu przykładając swój palec do jego ust. Pokiwałam przecząco głową dając mu do zrozumienia żeby nie mówił nic na ten temat. Nie chce wzbudzać kłótni, która na pewno pojawiłaby się gdyby zaczął brnąć w ten wątek naszego związku.
- Cieszmy się sobą - wyszeptałam zbliżając się do jego ust. I mimo iż chciałam ponownie go pocałować zrobiłam zupełnie co innego. Połączyłam razem nasze czoła i wsłuchując się w jego oddech zamilkłam. Czując jego ciepły oddech na swojej twarzy miałam przeczucie, że jestem w odpowiednim miejscu, z odpowiednią osobą. Chwyciłam powolnym ruchem jego dłoń i nie śpiesząc się udałam się do swojego pokoju. Nie che żadnych słów, chce po prostu czuć jego bliskość i wiedzieć, że jest obok mnie. Cisza, która panowała w domu i między nami sprawiała mi przyjemność. Dawała mi spokój. Zamknęłam za nami drzwi do mojego pokoju i biorąc głęboki oddech odwróciłam się w stronę Leona. Ściągnęłam ze swoich obolałych stóp szpilki i utrzymując z nim kontakt wzrokowy podeszłam do niego. Na kilometr można było wyczuć między nami te słynne napięcie. W jego oczach czaiła się iskra nawet nie mam pojęcia czego, ale dobrze wiem, że moje oczy ukazują to samo. Ze skupieniem obserwował każdy mój ruch milcząc. Chwyciłam w dłoń jego krawat i powolnym ruchem zaczęłam go rozwiązywać.
***
* Dzień Balu*
Miałam wstać dzisiaj wcześnie, aby zrobić sobie dzień relaksu a później bez pośpiechu przyszykować się na bal. Zdecydowałam się jednak na niego iść. Skoro mój chłopak nie chce mnie towarzyszyć nie znaczy, że mam zostać w domu i się nad tym użalać. Wystroję się najlepiej jak potrafię i wkręcę się w wir zabawy. Spędzę czas z przyjaciółmi nie myśląc o tym jak mój chłopak nawalił. Sukienkę kupiłam nową, co prawda nie jest tak cudowna jak ta poprzednia. Dzwonek mojego telefonu wybudził mnie z patrzenia w sufit. Jeżeli to znowu dzwoni Leon to przysięgam, że rozwalę to urządzenie. Czy on nie potrafi zrozumieć, że nie mam ochoty z nim rozmawiać? Jestem na niego zła, chociaż z każdym kolejnym dniem ta złość maleje, to mimo wszystko niech wie jak bardzo nawalił i niech zapłaci za to w ten sposób. Nawet nie wiem jak mu poszedł wczorajszy wyścig, bo szczerze mam to w głębokim poważaniu. Nie obchodzi mnie czy wygrał czy przegrał. Widząc zdjęcie mojej kuzynki bez wahania odebrałam.