Dzisiejszego poranka to Leon nie mógł mnie obudzić. Jednak po paru szantażach i oznajmieniu która jest godzina w końcu się udało. Oczywiście musiał pierwszy zająć łazienkę a że wstaliśmy późno to mam tylko piętnaście minut na wyszykowanie się. W sumie to nie mam ochoty dzisiaj się jakoś stroić i malować zbytnio. Zresztą coś czuje, że ten dzisiejszy dzień będzie ciężki, ale przynajmniej spędzę trochę czasu z moją przyjaciółką, bo od kiedy obie mamy chłopaków rzadko rozmawiamy a już nie mówię o babskich sprawach. Spryskałam się ostatni raz swoimi perfumami i zadowolona ze swojego ubioru wróciłam do pokoju, w którym czeka na mnie mój sportowiec. On wygląda świetnie a ja jakbym ubierała się w ciemności. Stał do mnie tyłem wiec wykorzystałam okazję i rzuciłam w niego poduszką.
- Już jesteś gotowa? - zdziwił się mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu. Uśmiechnęłam się sztucznie i rzuciłam w niego kolejną poduszkę.
- Wiesz gdybyś obudził mnie wcześniej i sam nie siedział w łazience półgodziny to miałabym więcej czasu na wystrojenie - powiedziałam z udawanym oburzeniem po czym podeszłam do łóżka i poprawiłam pościel. Zaśmiał się, podszedł do mnie i pocałował rozbawiony w policzek.
- Ale ja nie twierdzę, że brzydko wyglądasz wręcz przeciwnie - mówił patrząc na mnie i uśmiechając się. Zmroziłam go wzrokiem a on pstryknął mnie w nos.
- Mogę zostawić u ciebie rzeczy? Jutro po nie wpadnę - powiedział wskazując na swoja torbę. Przygryzłam lekko dolną wargę i kiwnęłam twierdząco głową. Musnął szybko moje usta i objął w tali. Z ledwością sięgnęłam po swój telefon leżący na biurku i spojrzałam na godzinę.
- Spóźnię się - spanikowałam i szybko wyrwałam się z uścisku Leona po czym ciągnąc go za rękę wyszłam z pokoju. Na szczęście nie muszę brać żadnych książek ponieważ zostawiłam wszystkie w szafce szkolnej. Z tego co wiem to samochodem pojechała Fran, a Leon nie bierze swojego bo będzie musiał zostawić go pod szkołą więc musimy iść na piechotę a raczej prawie biec. Po kilku minutach poczułam jak Leon zwalnia. Odwróciłam się szybko w jego stronę i posłałam pytające spojrzenie.
- Wstąpimy do sklepu, bo muszę sobie kupić coś do jedzenia i wodę na mecz - odezwał się z uśmiechem a ja chciałam go trzasnąć. Wypuściłam nerwowo powietrze aby się chociaż trochę uspokoić.
- Leon, do szkoły został jeszcze spory kawałek drogi a ja zaczynam lekcje za pięć minut - odpowiedziałam lekko zdenerwowana. To, że on nie mam lekcji nie znaczy, że ja mam się na nie spóźnić, bo on jak zwykle jest głodny.
- Piętnaście minut - uśmiechnął się głupkowato. Posłałam mu pytające spojrzenie a on się zaśmiał - Przestawiłem ci zegarek do przodu w telefonie abyś nie siedziała długo w łazience - wytłumaczył ze spokojem. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy aby nie nakrzyczeć na niego. Kiedy chociaż trochę się uspokoiłam spojrzałam na niego a on stał i się uśmiechał.
sobota, 28 lutego 2015
sobota, 21 lutego 2015
Rozdział 24: Pożyczyłem sobie
Poprawiłam ostatni raz swoje włosy i przejechałam błyszczykiem po ustach. Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze i zadowolona ze swojego wyglądu oraz stroju wyszłam z łazienki po czym wróciłam do pokoju, w którym powinien być Leon. Dzisiaj z łatwością udało mnie się go obudzić a raczej nie mnie tylko jego mamie, która użyła magicznych słów. Już teraz wiem jak go wyrwać z łóżka. Kiedy otworzyłam drzwi do pokoju moim oczom ukazał się brunet, który właśnie zakładał na siebie czarną bluzę bluzę bez kaptura. Uśmiechnęłam się do siebie i skrzyżowałam ręce na piersi. Podniósł głowę i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Przygryzłam delikatnie dolną wargę widząc jego rozwalone lekko włosy.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytał zainteresowany po czym poprawił swoje włosy. Wzruszyłam tylko ramionami i bez słowa podeszłam do niego a następnie musnęłam czule jego usta. Odsunął się od mnie zdziwiony po czym przyłożył mi rękę do czoła - Dobrze się czujesz? - zapytał ujmując moją twarz i dokładnie ją oglądając. Zaśmiałam się cicho i ponownie musnęłam jego usta. Złapałam go za rękę i ze śmiechem wyciągnęłam z pokoju na śniadanie. Kiedy mieliśmy wchodzić do kuchni zatrzymała nas dość ciekawa rozmowa rodziców Leona.
- Chcesz ich tutaj zaprosić? - zapytała ewidentnie zdziwiona mama bruneta.
- Tak. Pomyśl kiedy ja teraz zobaczy zmieni zdanie - odpowiedział radosnym głosem pan Verdas.
- Myślisz, że jej wygląd coś zmieni - zakpiła z niego.
- No do końca, ale na pewno zmieni to jego nastawienie - powiedział poważnie. Spojrzałam na Leona, który był zdenerwowany. Widać to był po jego ślicznych oczach. Puścił moją rękę i podszedł do swoich rodziców przerywając im rozmowę.
- Jeszcze nie odpuściliście? - zapytał ewidentnie zdenerwowany. Skrzyżował ręce na piersiach i patrzył wyczekując na rodziców. Po minie jego ojca wywnioskowałam, że nie jest zadowolony z zachowania swojego syna - Powiedziałem ostatnio, że nic z tego - dodał próbują nie krzyknąć. Podeszłam do niego niepewnie i położyłam rękę na ramieniu.
- Leon musisz ....
- Nie nic nie muszę! - przerwał krzykiem, za co został spiorunowany wzrokiem przez ojca.
- On dzisiaj będą na kolacji - oznajmił surowym tonem pan Verdas. Zlękłam się trochę widząc jego mordercze spojrzenia dlatego spuściłam wzrok na swoje buty.
- W takim razie nas na niej nie będzie - powiedział twardo Leon i chciał wyjść, ale zatrzymał się słysząc głos swojego ojca.
- Jeżeli się na niej nie pojawisz to nie wrócisz do Buenos Aires - postawił warunek.
- Jestem pełnoletni i nie możesz zabronić mi tam wrócić - prychnął brunet i przełknął głośno ślinę. Jego ojciec się zaśmiał i spojrzał na swoją żoną a następnie z powrotem na Leona.
- Ale to ja za wszystko płacę i uwierz mi, że mogę - odpowiedział i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony swojego syna wyszedł do ogrodu. Brunet odprowadził go wzrokiem a następnie spojrzał zawiedziony na swoją matkę i wyszedł. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić więc jedynym wyjściem było pójście za Leonem.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytał zainteresowany po czym poprawił swoje włosy. Wzruszyłam tylko ramionami i bez słowa podeszłam do niego a następnie musnęłam czule jego usta. Odsunął się od mnie zdziwiony po czym przyłożył mi rękę do czoła - Dobrze się czujesz? - zapytał ujmując moją twarz i dokładnie ją oglądając. Zaśmiałam się cicho i ponownie musnęłam jego usta. Złapałam go za rękę i ze śmiechem wyciągnęłam z pokoju na śniadanie. Kiedy mieliśmy wchodzić do kuchni zatrzymała nas dość ciekawa rozmowa rodziców Leona.
- Chcesz ich tutaj zaprosić? - zapytała ewidentnie zdziwiona mama bruneta.
- Tak. Pomyśl kiedy ja teraz zobaczy zmieni zdanie - odpowiedział radosnym głosem pan Verdas.
- Myślisz, że jej wygląd coś zmieni - zakpiła z niego.
- No do końca, ale na pewno zmieni to jego nastawienie - powiedział poważnie. Spojrzałam na Leona, który był zdenerwowany. Widać to był po jego ślicznych oczach. Puścił moją rękę i podszedł do swoich rodziców przerywając im rozmowę.
- Jeszcze nie odpuściliście? - zapytał ewidentnie zdenerwowany. Skrzyżował ręce na piersiach i patrzył wyczekując na rodziców. Po minie jego ojca wywnioskowałam, że nie jest zadowolony z zachowania swojego syna - Powiedziałem ostatnio, że nic z tego - dodał próbują nie krzyknąć. Podeszłam do niego niepewnie i położyłam rękę na ramieniu.
- Leon musisz ....
- Nie nic nie muszę! - przerwał krzykiem, za co został spiorunowany wzrokiem przez ojca.
- On dzisiaj będą na kolacji - oznajmił surowym tonem pan Verdas. Zlękłam się trochę widząc jego mordercze spojrzenia dlatego spuściłam wzrok na swoje buty.
- W takim razie nas na niej nie będzie - powiedział twardo Leon i chciał wyjść, ale zatrzymał się słysząc głos swojego ojca.
- Jeżeli się na niej nie pojawisz to nie wrócisz do Buenos Aires - postawił warunek.
- Jestem pełnoletni i nie możesz zabronić mi tam wrócić - prychnął brunet i przełknął głośno ślinę. Jego ojciec się zaśmiał i spojrzał na swoją żoną a następnie z powrotem na Leona.
- Ale to ja za wszystko płacę i uwierz mi, że mogę - odpowiedział i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony swojego syna wyszedł do ogrodu. Brunet odprowadził go wzrokiem a następnie spojrzał zawiedziony na swoją matkę i wyszedł. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić więc jedynym wyjściem było pójście za Leonem.
sobota, 14 lutego 2015
Rozdział 23: Spontaniczna randka?
Zamknąłem za sobą drzwi wyjściowe i ze sztucznym uśmiechem, który bardziej wyglądał jak grymas podążałem w nieznanym mi kierunku razem z Violettą. Osobiście nie miałem ochoty wychodzić z domu a szczególnie dzisiaj. Ale oczywiście zgodziłem się ze względu na proszenie Violetty i wmawianie mi, że to pomoże mi zapomnieć, a jest inaczej, bo chodząc po mieście, przypominają mnie się chwile spędzone z Danielem. Był dla mnie jak brat i mimo iż od jego śmierci minął rok wciąż boli mnie tak samo. Próbuję sobie wmówić, że ten wypadek nie jest z mojej winy, ale to nic nie daje, bo mimo wszystko to i tak jest moja wina. Nagle mój wzrok przykuła pewna osoba a raczej dziewczyna, dobrze mi znana dziewczyna.
- Zamieszkamy razem, ożenię się z nią i razem będziemy wychowywać nasze dzieci - mówił rozmarzonym głosem mój przyjaciel, który w tej chwili pomagał mi sprzątać w garażu. Spojrzałem na niego z rozbawieniem - Gustavo i Lola. Idealne imiona dla naszych dzieci - dodał z uśmiechem i podniósł pudło z jakimiś rzeczami.
- Na za bardzo wbiegasz w przyszłość - odpowiedziałem ze śmiechem a on spojrzał na mnie zdziwiony - Masz dopiero siedemnaście lat - dokończyłem a on tylko westchną a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Usiadł na starym fotelu, oparł się łokciami o kolana po czym spuścił głowę i potrząsną nią.
- Czuje, że ona jest dla mnie stworzona - odezwał się niepewnie a po chwili ponownie na mnie spojrzał. Przestałem na chwilę wykonywać swoją czynność i oparłem się o dużą skrzynię a następnie skupiłem swoją uwagę na nim - Kiedy jestem obok niej i mogę na nią patrzeć czuje, że niczego innego nie potrzebuję. Widząc jej śliczny uśmiech od razu chce mnie się żyć. Jej głos jest niczym mód dla moich uszu a patrząc w jej oczy zatapiam się. Kocham ją i jestem tego pewny - zakończył swoją wypowiedź a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
- To na co czekasz powiedz jej to - doradziłem radośnie i podszedłem do niego po czym poklepałem go zachęcająco po ramieniu. Uśmiechnął się do mnie.
- Już to zrobiłem - mówił z zadowoleniem i wstał z fotela. Spojrzałem na niego pytająco a on tylko kiwnął twierdząco głową po czym poklepał mnie po plecach. Zaśmiałem się głośno i przytuliłem go tak jak to mieliśmy w zwyczaju - Kończmy to, bo umówiłem się z nią, że spotkamy się za dwie godziny - dodał i uderzył mnie pięścią w ramię nie przestając się uśmiechać.
To był dzień przed wypadkiem. Pamiętam go dokładnie.On był wtedy taki szczęśliwy, że w końcu odważył się powiedzieć jej co czuje, że w końcu może z nią być, ale przeze mnie ich szczęście nie trwało długo. Wszystkie moje mięśnie spięły się kiedy ujrzałem jej twarz. Mimo iż widniał na niej delikatny uśmiech ja wiedziałem, że wcale tak nie jest. Ich związek nie trwał długo, ale oni byli w sobie zakochani od dawna. Byli moimi przyjaciółmi i dokładnie wiedziałem co do siebie czują. Ich problem był taki, że każdy stawał im na drodze a czasami sami podkładali sobie kłody pod nogi. Poczułem na sobie kogoś wzrok odwróciłem się w stronę Violetty, która mocno trzymała moją rękę i patrzyła na mnie skołowana. Jednak mój wzrok po chwili ponownie powędrował w to samo miejsce co przed chwilą. Dziewczyna znajdowała się kilka kroków od nas. Zmieniła się i to bardzo. Przefarbowała włosy na ciemny brąz i jej ubiór uległ zmianie był teraz bardziej elegancki.
- Zamieszkamy razem, ożenię się z nią i razem będziemy wychowywać nasze dzieci - mówił rozmarzonym głosem mój przyjaciel, który w tej chwili pomagał mi sprzątać w garażu. Spojrzałem na niego z rozbawieniem - Gustavo i Lola. Idealne imiona dla naszych dzieci - dodał z uśmiechem i podniósł pudło z jakimiś rzeczami.
- Na za bardzo wbiegasz w przyszłość - odpowiedziałem ze śmiechem a on spojrzał na mnie zdziwiony - Masz dopiero siedemnaście lat - dokończyłem a on tylko westchną a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Usiadł na starym fotelu, oparł się łokciami o kolana po czym spuścił głowę i potrząsną nią.
- Czuje, że ona jest dla mnie stworzona - odezwał się niepewnie a po chwili ponownie na mnie spojrzał. Przestałem na chwilę wykonywać swoją czynność i oparłem się o dużą skrzynię a następnie skupiłem swoją uwagę na nim - Kiedy jestem obok niej i mogę na nią patrzeć czuje, że niczego innego nie potrzebuję. Widząc jej śliczny uśmiech od razu chce mnie się żyć. Jej głos jest niczym mód dla moich uszu a patrząc w jej oczy zatapiam się. Kocham ją i jestem tego pewny - zakończył swoją wypowiedź a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
- To na co czekasz powiedz jej to - doradziłem radośnie i podszedłem do niego po czym poklepałem go zachęcająco po ramieniu. Uśmiechnął się do mnie.
- Już to zrobiłem - mówił z zadowoleniem i wstał z fotela. Spojrzałem na niego pytająco a on tylko kiwnął twierdząco głową po czym poklepał mnie po plecach. Zaśmiałem się głośno i przytuliłem go tak jak to mieliśmy w zwyczaju - Kończmy to, bo umówiłem się z nią, że spotkamy się za dwie godziny - dodał i uderzył mnie pięścią w ramię nie przestając się uśmiechać.
To był dzień przed wypadkiem. Pamiętam go dokładnie.On był wtedy taki szczęśliwy, że w końcu odważył się powiedzieć jej co czuje, że w końcu może z nią być, ale przeze mnie ich szczęście nie trwało długo. Wszystkie moje mięśnie spięły się kiedy ujrzałem jej twarz. Mimo iż widniał na niej delikatny uśmiech ja wiedziałem, że wcale tak nie jest. Ich związek nie trwał długo, ale oni byli w sobie zakochani od dawna. Byli moimi przyjaciółmi i dokładnie wiedziałem co do siebie czują. Ich problem był taki, że każdy stawał im na drodze a czasami sami podkładali sobie kłody pod nogi. Poczułem na sobie kogoś wzrok odwróciłem się w stronę Violetty, która mocno trzymała moją rękę i patrzyła na mnie skołowana. Jednak mój wzrok po chwili ponownie powędrował w to samo miejsce co przed chwilą. Dziewczyna znajdowała się kilka kroków od nas. Zmieniła się i to bardzo. Przefarbowała włosy na ciemny brąz i jej ubiór uległ zmianie był teraz bardziej elegancki.
niedziela, 8 lutego 2015
Rozdział 22: Dwanaście po ósmej
Obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Co za człowiek
przychodzi tak wcześnie i to jeszcze w sobotę. Obróciłam się na drugą stronę i
próbowałam ponownie odpłynąć do krainy snów. Po chwili dzwonek zamilkł więc
pewnie moja przyjaciółka poszła otworzyć. Nie wsłuchiwałam się w rozmowę ani
nie interesowało mnie kto przyszedł. Usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach
miałam nadzieję, że to Francesca a nie nikt do mnie. Jednak moje obawy się
sprawdziły i ktoś wszedł do mojego pokoju. Nie miałam chęci aby się odwrócić i
spojrzeć na tego kogoś więc udawałam, że śpię. Poczułam jak ten ktoś wyciąga mi
poduszkę spod głowy a następnie mnie nią uderza w głowę. Podniosłam się
zdenerwowana i skierowałam mój rozgniewany wzrok na tę osobą, którą okazał się
być mój roześmiany od ucha do ucha chłopak.
- Czego chcesz? – bąknęłam do niego zła i usiadłam na łóżku. Zaśmiał się i odłożył poduszkę na miejsce. Zmroziłam go wzrokiem.
- Jakaś ty urocza z rana – mówił śmiejąc się po czym usiadł na biurko. Spojrzałam na niego zirytowana i poprawiałam swojego rozwalonego koka – Masz dziesięć minut – oznajmił patrząc na swój zegarek na lewym nadgarstku po czym zmierzył mnie wzrokiem. Przybrałam pytający wyraz twarzy a on pokręcił głową ze śmiechem – Jest z piętnaście jedenasta a o dwunastej mamy być na lotnisku – wyjaśnił a ja skamieniałam. Zaspałam i do tego jeszcze zapomniałam o wyjeździe do jego rodziców. Mam tak mało czasu! Wstałam jak oparzona z łóżka i pobiegłam szybko do łazienki. Umyłam zęby a także twarz. Raczej nie zdążę się już wykąpać. Cholera. Zrobiłam sobie szybki i delikatny niestety makijaż, którego prawie nie było widać po czym doprowadziłam włosy do porządku i po przejrzeniu się w lustrze stwierdziłam, że lepiej będzie jak zrobię sobie dzisiaj kucyka. Wyszłam szybko z pomieszczenia i wróciłam do pokoju, w którym już nie było ani Leona ani mojej małej walizki. Całe szczęście, że wczoraj zanim poszłam spać przejrzałam swoją szafę i mniej więcej wiem w co się dzisiaj ubiorę. Wyciągnęłam odpowiedzenie ubrania, w które natychmiastowa się ubrałam. Jeszcze tylko buty, telefon i jestem gotowa. Nie spodziewałam się, że jednak się wyrobię. Chociaż nie wyglądałam tak jak sobie planowałam. Zeszłam na dół a w salonie siedziała na kanapie Fran, natomiast Leon stał przy drzwiach. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się.
- Tak mało czasu a ty nie wyglądasz aż tak źle – powiedział a po chwili do niego dotarło. Przygryzł dolną wargę i zmarszczył brwi. Skrzyżowałam ręce na piersiach i patrzyła na niego gniewnie. Dziewczyną nie mówi się czegoś takiego – Znaczy chodziło mi o to, że myślałem, że będziesz wyglądać gorzej – próbował się wytłumaczyć a wkopał się jeszcze bardziej. Usłyszałam śmiech mojej przyjaciółki z salonu. Brunet spojrzał na mnie przestraszony po czym podszedł do mnie a ja cofnęłam się do tyłu – Mówiąc to miałem na myśli to, że .. – przerwał na chwilę i tak jakby układał sobie w głowię co powinien powiedzieć. Patrzyłam na niego wyczekująco.
- Czego chcesz? – bąknęłam do niego zła i usiadłam na łóżku. Zaśmiał się i odłożył poduszkę na miejsce. Zmroziłam go wzrokiem.
- Jakaś ty urocza z rana – mówił śmiejąc się po czym usiadł na biurko. Spojrzałam na niego zirytowana i poprawiałam swojego rozwalonego koka – Masz dziesięć minut – oznajmił patrząc na swój zegarek na lewym nadgarstku po czym zmierzył mnie wzrokiem. Przybrałam pytający wyraz twarzy a on pokręcił głową ze śmiechem – Jest z piętnaście jedenasta a o dwunastej mamy być na lotnisku – wyjaśnił a ja skamieniałam. Zaspałam i do tego jeszcze zapomniałam o wyjeździe do jego rodziców. Mam tak mało czasu! Wstałam jak oparzona z łóżka i pobiegłam szybko do łazienki. Umyłam zęby a także twarz. Raczej nie zdążę się już wykąpać. Cholera. Zrobiłam sobie szybki i delikatny niestety makijaż, którego prawie nie było widać po czym doprowadziłam włosy do porządku i po przejrzeniu się w lustrze stwierdziłam, że lepiej będzie jak zrobię sobie dzisiaj kucyka. Wyszłam szybko z pomieszczenia i wróciłam do pokoju, w którym już nie było ani Leona ani mojej małej walizki. Całe szczęście, że wczoraj zanim poszłam spać przejrzałam swoją szafę i mniej więcej wiem w co się dzisiaj ubiorę. Wyciągnęłam odpowiedzenie ubrania, w które natychmiastowa się ubrałam. Jeszcze tylko buty, telefon i jestem gotowa. Nie spodziewałam się, że jednak się wyrobię. Chociaż nie wyglądałam tak jak sobie planowałam. Zeszłam na dół a w salonie siedziała na kanapie Fran, natomiast Leon stał przy drzwiach. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się.
- Tak mało czasu a ty nie wyglądasz aż tak źle – powiedział a po chwili do niego dotarło. Przygryzł dolną wargę i zmarszczył brwi. Skrzyżowałam ręce na piersiach i patrzyła na niego gniewnie. Dziewczyną nie mówi się czegoś takiego – Znaczy chodziło mi o to, że myślałem, że będziesz wyglądać gorzej – próbował się wytłumaczyć a wkopał się jeszcze bardziej. Usłyszałam śmiech mojej przyjaciółki z salonu. Brunet spojrzał na mnie przestraszony po czym podszedł do mnie a ja cofnęłam się do tyłu – Mówiąc to miałem na myśli to, że .. – przerwał na chwilę i tak jakby układał sobie w głowię co powinien powiedzieć. Patrzyłam na niego wyczekująco.
czwartek, 29 stycznia 2015
Rozdział 21: Naprawdę jestem gruby?
Dzisiejszy dzień jest tak gorący, że pocę się
nawet kiedy stoję. I dlatego, że słońce
daje popalić wpadłam na genialny pomysł aby wybrać się z moich kochanym
Leonkiem na basen. Co prawda jeszcze on o tym nie wie, ale z pewnością będzie
zachwycony a ja razem z nim. To świetna okazja aby pooglądać sobie mojego
przystojniaka w samych kąpielówkach. Na sama myśl o tym zrobiło mnie się
gorąco. Nawet się nie zorientowałam a już byłam przy furtce do domu Leona.
Weszłam na posesję a następnie do ich domu. Na kanapie zauważyłam Federico,
który na moje oko umierał z nadmiaru gorąca. Uśmiechnęłam się do niego
promiennie a on tylko pokazał głową na ogród. Podziękowałam mu gestem głowy i uśmiechnięta ruszyłam we
wskazane miejsce przez Fede. Kiedy wyszłam z domu pierwsze co zauważyłam to
mojego ukochanego bez koszulki w granatowych spodenkach do kolana a na dodatek
widać mu było białe bokserki. Stał tyłem i jak dobrze widziałam miał w ręce
szlauch ogrodowy . Poszerzyłam swój uśmiech i jak najciszej podeszłam do niego.
Objęłam go w pasie i pocałowałam w ramię natomiast moje dłonie sięgnęły do
gumki od jego bokserek, którą po chwili strzeliłam. Zaśmiał się na ten gest po
czym odwrócił do mnie przodem wyłączając w tym samym czasie wąż ogrodowy.
- Hej – odezwałam się słodko i oplotłam go mocniej. Posłała mi swój cudowny uśmiech a następnie musnął swoimi usteczkami moje. Dzisiaj jego wargi są jeszcze cieplejsze niż zazwyczaj.
- Milutko – szepnął z cwaniackim uśmiech, zachichotałam cicho i oparłam swoje czoło o jego tors. Pocałował mnie we włosy a następnie ścisnął mocniej, zgniatając mnie. Odsunęłam się od niego pod wpływem bólu a on się śmiał. Uderzyłam go w tors powodując jeszcze większy śmiech u Leona – Co cię do mnie sprowadza? – zapytał łapiąc mnie za rękę. Nie odpowiedziałam tylko pocałowałam go namiętnie w usta. Uśmiechnął się do mnie i pociągnął w stronę dwóch leżaków. Usiadł na jednym i wskazał aby uczyniła to samo na drugim, ale ja miałam lepszy pomysł i usadowiłam się na nim okrakiem. Spojrzała na mnie z tym swoim uśmieszkiem a ja położyłam swoje dłonie na jego nagim, umięśnionym torsie.
- Hej – odezwałam się słodko i oplotłam go mocniej. Posłała mi swój cudowny uśmiech a następnie musnął swoimi usteczkami moje. Dzisiaj jego wargi są jeszcze cieplejsze niż zazwyczaj.
- Milutko – szepnął z cwaniackim uśmiech, zachichotałam cicho i oparłam swoje czoło o jego tors. Pocałował mnie we włosy a następnie ścisnął mocniej, zgniatając mnie. Odsunęłam się od niego pod wpływem bólu a on się śmiał. Uderzyłam go w tors powodując jeszcze większy śmiech u Leona – Co cię do mnie sprowadza? – zapytał łapiąc mnie za rękę. Nie odpowiedziałam tylko pocałowałam go namiętnie w usta. Uśmiechnął się do mnie i pociągnął w stronę dwóch leżaków. Usiadł na jednym i wskazał aby uczyniła to samo na drugim, ale ja miałam lepszy pomysł i usadowiłam się na nim okrakiem. Spojrzała na mnie z tym swoim uśmieszkiem a ja położyłam swoje dłonie na jego nagim, umięśnionym torsie.
niedziela, 25 stycznia 2015
Rozdział 20: Powiedz to, proszę
Usiadłam plecami do Leon i oparłam się plecami o
jego tors. Na mojej twarzy nadal wymalowany jest szeroki uśmiech, bo jak tu się
nie uśmiechać kiedy osoba, którą kochasz odwzajemnia te uczucia a do to
niesamowite miejsce. Nareszcie czuję się naprawdę szczęśliwa. Wiem, że to
uczucie między nami nie zaniknie za miesiąc czy dwa, że mimo wszelkich
trudności będziemy siebie wspierać a każdą kłótnie próbować łagodzić. On jest
moim ideałem i nie pozwolę aby coś albo ktoś nas rozdzielił. Poczułam na swoim
policzku miękkie usta Leon. Uśmiechnęłam się szerzej i oparłam swoją głowę o
jego ramię. Przybliżył swój policzek do mojego tak jakby go tulił i splótł
nasze dłonie.
- Czuje się bezpieczna gdy Twoje palce splecione są z moimi – powiedziałam mając przymknięte oczy. Rozkoszowałam się tą cudowną chwilę, zapachem perfum Leona i tą ciszą. Pocałował mnie ponownie w policzek i mocniej do siebie przytulił.
- I będziesz – szepnął mi do ucha i ponownie przytulił swoją twarz do mojej – Zawsze – dodał patrząc przed siebie. Poczułam przyjemne ciepło na sercu i tym razem to ja złożyłam na jego policzku pocałunek. Uniósł swoje kąciku ust do góry i kątem oka spojrzał na mnie. Odwzajemniłam jego uśmiech – Dzisiejszy dzień spędzimy razem. Tylko ty i ja – oznajmił uśmiechając się do mnie uroczo. Pocałowałam go w policzek i twierdząco kiwnęłam głową. Posłał mi swój cwaniacki uśmiech po czym ścisnął moje drobne ciało mocniej i pociągnął do siebie tak, że razem wylądowaliśmy na trawie. Zaśmiałam się głośno leżąc na nim, ale po chwili zostałam uciszona przez jego namiętny pocałunek.
*****************************
- To gdzie chcesz teraz iść? – zapytał mnie uśmiechnięty od ucha do ucha Federico. Spojrzałam na niego a później na nasz splecione dłonie i uśmiechnęłam się. Powróciłam wzrokiem na mojego kochanego chłopaka i przygryzłam delikatnie dolną wargę po czym wzruszyłam ramionami. Zaśmiał się a następni pocałował w policzek- Kino, zoo, restauracja czy może…
- Obojętnie – przerwałam mu i wtuliłam się w jego ramie. Ponownie usłyszałam jego śmiech a następnie poczułam jak skręcamy w jakąś uliczkę. Spojrzałam na niego zdziwiona, natomiast on posłał mi swój uśmiech i musnął czule usta.
- W takim razie idziemy na molo? – zaśmiał się i przyspieszył krok. I na tym skończyła się nasza rozmowa. Panowała między nami cisza, ale tym razem nie była ona denerwująca wręcz przeciwnie mogliśmy się nacieszyć swoim towarzystwem. Co prawda każdy dzień spędzamy razem, ale jak dla mnie to i tak za mało. Oczywiście czasami mnie denerwuje jak to Federico i kłócimy się, ale przecież nie może być wiecznie kolorowo. A nasze kłótnie nigdy nie są poważne zazwyczaj po kilku godzinach się godzimy. Kiedy dotarliśmy w odpowiednie miejsce usiedliśmy na mostku a nogi zwisały nam w dół, nie dotykając wody. Objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
- Czuje się bezpieczna gdy Twoje palce splecione są z moimi – powiedziałam mając przymknięte oczy. Rozkoszowałam się tą cudowną chwilę, zapachem perfum Leona i tą ciszą. Pocałował mnie ponownie w policzek i mocniej do siebie przytulił.
- I będziesz – szepnął mi do ucha i ponownie przytulił swoją twarz do mojej – Zawsze – dodał patrząc przed siebie. Poczułam przyjemne ciepło na sercu i tym razem to ja złożyłam na jego policzku pocałunek. Uniósł swoje kąciku ust do góry i kątem oka spojrzał na mnie. Odwzajemniłam jego uśmiech – Dzisiejszy dzień spędzimy razem. Tylko ty i ja – oznajmił uśmiechając się do mnie uroczo. Pocałowałam go w policzek i twierdząco kiwnęłam głową. Posłał mi swój cwaniacki uśmiech po czym ścisnął moje drobne ciało mocniej i pociągnął do siebie tak, że razem wylądowaliśmy na trawie. Zaśmiałam się głośno leżąc na nim, ale po chwili zostałam uciszona przez jego namiętny pocałunek.
*****************************
- To gdzie chcesz teraz iść? – zapytał mnie uśmiechnięty od ucha do ucha Federico. Spojrzałam na niego a później na nasz splecione dłonie i uśmiechnęłam się. Powróciłam wzrokiem na mojego kochanego chłopaka i przygryzłam delikatnie dolną wargę po czym wzruszyłam ramionami. Zaśmiał się a następni pocałował w policzek- Kino, zoo, restauracja czy może…
- Obojętnie – przerwałam mu i wtuliłam się w jego ramie. Ponownie usłyszałam jego śmiech a następnie poczułam jak skręcamy w jakąś uliczkę. Spojrzałam na niego zdziwiona, natomiast on posłał mi swój uśmiech i musnął czule usta.
- W takim razie idziemy na molo? – zaśmiał się i przyspieszył krok. I na tym skończyła się nasza rozmowa. Panowała między nami cisza, ale tym razem nie była ona denerwująca wręcz przeciwnie mogliśmy się nacieszyć swoim towarzystwem. Co prawda każdy dzień spędzamy razem, ale jak dla mnie to i tak za mało. Oczywiście czasami mnie denerwuje jak to Federico i kłócimy się, ale przecież nie może być wiecznie kolorowo. A nasze kłótnie nigdy nie są poważne zazwyczaj po kilku godzinach się godzimy. Kiedy dotarliśmy w odpowiednie miejsce usiedliśmy na mostku a nogi zwisały nam w dół, nie dotykając wody. Objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
sobota, 17 stycznia 2015
Rozdział 19: Sprowokował mnie
Po moim
ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz wywołany zimnem. Otworzyłam niechętnie
oczy i rozejrzałam się wokół siebie. Nic dziwnego, że jest mi zimno skoro śpię
na dworze. Na całe szczęście nie na ziemi tylko na hamaku. Zaśmiałam się i
obróciłam w drugą stronę. Moim oczom ukazał się śpiący Leon, który swoją drogą
uroczo wygląda. Uśmiechnęłam się do siebie po czym z trudem położyłam swoją
głowę na jego klatce piersiowej, tak aby móc patrzeć na niego. Nie potrafię
wyrazić słowami jak bardzo jestem szczęśliwa, że z nim jestem. Moim ideałem.
Tak ona zdecydowanie nim jest i nie mam na myśli jego wyglądu, który jest
oszałamiający a jego charakter i to jakim jest człowiekiem. Kocham go. Przyznam
się do tego z ręką na sercu. Może niektórzy stwierdzą, że to za wcześnie nie
miłość, że znamy się zbyt krótko i to pewnie tylko silniejsze zauroczenia, ale
jak inaczej wyjaśnić to ciepło rozchodzące się po moim ciele tylko wtedy kiedy
on mnie dotyka, te dreszcze wywołane samą jego obecnością, dziwne łaskotanie w
brzuchu podczas pocałunku czy zwykłego przytulenia, szybsze bicie mojego serca
na sam dźwięk jego głosu i ciągła jego obecność w mojej głowie a także tęsknota
za nim chociaż widzieliśmy się kilka minut temu. To wszystko mówi samo za
siebie, jestem w nim zakochana po uszy. Uśmiechnęłam się do siebie i
przytuliłam się do niego. Poczułam jak jego dłoń się rusza a następnie oplata
moje ciało. Podniosłem się delikatnie aby móc na niego spojrzeć. Uśmiechnął
się.
- Nie
wygodnie co? - zaśmiał się i po chwili otworzył swoje cudowne oczy aby na mnie
spojrzeć. Kiwnęłam twierdząco głową i zbliżyłam się do jego usta aby móc złożyć
na nich delikatny pocałunek. Jednak coś nie wyszło po mojej myśli ponieważ
hamak się poruszył, co spowodowało, że straciłam równowagę i spadłam a razem ze
mną Leon. Mimo iż upadek trochę bolał zaczęłam się głośno śmiać. Brunet leżący
na mnie zawtórował mi, ale po chwili zamknął nasze usta w pocałunku.
Uśmiechnęłam się do siebie podczas tej przyjemność. Odsunął się ode mnie i po
chwili spojrzał w oczy. Podniósł się ze mnie po czym podał mi rękę, którą z
chwyciłam i z jego pomocą wstałam na równe nogi. Uśmiechnął się do mnie a
następnie razem wróciliśmy do ich domu.
- Matko
jaki tu jest syf - odezwał się jako pierwszy Leon. Spojrzałam na niego z lekki
uśmiechem natomiast on stał z szeroko otwartymi oczami i rozglądał się po
salonie. Szczerze muszę przyznać, że nie wygląda to wszystko zaciekawię, ale w
sumie nie jest aż tak źle. Nagle z kuchni wyszedł Diego trzymając się za głowę
i ze szklaną wody w ręce. Podszedł do nas z przymrużonymi oczami i westchnął
głośno.
- Ale
będzie sprzątania - odezwał się z wielkim niezadowoleniem w głosie.
Przytaknęliśmy mu równocześnie z Leonem. Zaśmiał się patrząc na ten syf i
podszedł do kanapy po czym zrzucił na podłogę puste butelki i zadowolony
rozsiadł się a następnie ukrył twarz w dłoniach. Poczułam jak Leon łapie mnie
za rękę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)