środa, 16 maja 2018

Ogłoszenie


Żyję i mam się dobrze.
 Zdaję sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie było rozdziały, ale tyle dzieje się u mnie, że nie mam głowy do pisania czegokolwiek. Pod koniec kwietnia skończyłam szkołę, teraz musiałam skupić się na maturach, a żeby tego było mało znalazłam sobie pracę aby mieć jakieś swoje pieniądze. Zaczynam dorosłe życie i wszystko się zmienia. 
Nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z pisaniem. Robiłam to, bo po prostu to lubiłam i nadal lubię, dzięki pisaniu wyrażałam swoje emocje, ale teraz nie mam na to czasu. Martwi mnie to, że zawodzę was nie publikując niczego od dłuższego czasu, ale po prostu nie mam kiedy. Brakuje mi tego czasu kiedy siadałam spokojnie w swoim pokoju z ciepłą herbatą i pisałam rozdział. Niestety moje życie teraz wygląda zupełnie inaczej i jak mam być szczera panuje w nim kompletny chaos. 
Postaram się dokończyć tą historię nawet jeśli miałbym przyśpieszyć całą akcję. Proszę was tylko o to abyście dali mi czas na ogarnięcie swojego życia i poukładaniu go. Nie mam pojęcia kiedy uda mnie się napisać i dodać kolejny rozdział, ale jestem pewna, że nie stanie się to w najbliższym czasie.
Bardzo was za to przepraszam. 

środa, 18 kwietnia 2018

II Rozdział 43: Kontempluję



***
Niesprawdzony
Można przegrać, albo wygrać ale nie można do cholery rezygnować. I zgadzam się z tym w stu a nawet dwustu procentach. Gdyby któreś z nas zrezygnowało i dało sobie spokój z naszym związkiem czy teraz stalibyśmy trzymając się za dłonie przy jednym ze stoisk czekając na słodkie babeczki, które zamówiliśmy. Oboje jesteśmy uparci i fakt, że zależy nam na sobie działa na naszą korzyść. Jakoś nie wierzę, że dałabym radę trzymać się od niego z daleko i nie walczyć o nasze uczucia. Może początkowo unosiłabym się dumą i omijała go szerokim łukiem, ale w końcu bym przecież pękła. Jeżeli ci na kimś naprawdę zależy nie ma takich przeszkód, których nie pokonasz. Uśmiechnęłam się do dziewczyny, która skończyła szykować nasze babeczki. Brunet odebrał mój przysmak i nie rozstając się z uśmiech podał mi go.

- Chcesz gdzieś usiąść? - zapytał stojąc naprzeciwko mnie. Pokiwałam przecząco głową utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Mam wrażenie jakbym cofnęła się w czasie i to były nasz początki związku. Czuję się jak zakochana małolata, która w końcu jest z chłopakiem, do którego wzdychała przez długi czas.
- Chodźmy się przejść - zaproponowałam odzyskując swój pogodny ton głosu. Nie mam zamiaru ukrywać w sobie tego szczęścia, które wręcz się we mnie roznosi. Przybliżył się do mnie i delikatnie ucałował mnie w skroń po czym wykorzystując moją nie uwagę podkradł mi trochę mojej malinowej babeczki. Zmroziłam go wzrokiem na co się zaśmiał.
- Moja lepsza - stwierdził i skradł mi szybkiego buziak w usta. Z całych sił powstrzymywałam aby się nie uśmiechnąć szeroko, ale oczywiście nie wyszło mi to i dosłownie po sekundzie na moich ustach pojawił się uśmiech. Oboje zgodnym krokiem ruszyliśmy w nasz spacer pomiędzy różnymi budkami i atrakcjami lunaparku - Może chcesz iść na jakąś kolejkę? - zapytał zerkając na mnie kątem oka. Rozejrzałam się dookoła chcąc zlokalizować jakąś atrakcję, która zainteresowałby mnie, ale jak mam być szczera to nic nie rzucało mnie się w oczy.
- Wygrasz mi jakąś maskotkę? - poprosiłam obracając się w jego stronę z proszącą minę. Zaśmiał się na moje słowa, ale pociągnął mnie w stronę najbliższej budki, która miała takie atrakcje. Mówiąc szczerze nie zależy mi na tym aby coś dla mnie wygrał bardziej chodzi o zabawę. Podał mężczyźnie, do którego chyba należy ta atrakcja odpowiednią kwotę a następnie wręczył mi aby potrzymała jego smakołyk.

niedziela, 25 marca 2018

II Rozdział 42: Nie pozwalam



***
Niesprawdzony

Słysząc jakiś nieprzyjemny dla ucha huk, który swoją drogą zbudził mnie ze snu otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła aby zlokalizować przyczynę tego dźwięku. Mimo iż przed chwilą zostałam wybudzona ze snu na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech widząc Leon, który patrz na mnie zapewne sprawdzając czy mnie obudził tym swoim hałasem.

- Przepraszam - szepnął i podniósł z podłogi jakąś figurkę czy coś podobnego. Przetarłam leniwie oczy i czując dziwny przypływ energii podniosłam się do pozycji siedzącej. Posłałam mu uśmiech aby dać mu do zrozumienia, że nic się nie stało. Pojęcia nie mam która jest godzina, ale wyspałam się być może dlatego, że miałam świadomość tego że Leon leży obok mnie. Co prawda nie przytulił mnie przez całą noc, ani ja nie miałam odwagi więc musiała mi wystarczy tylko jego obecność.
- Jak wcześnie jest? - zapytałam i odruchowo przeczesałam dłonią włosy, aby jej jakoś ułożyć, bo domyślam się, że mam teraz jedną wielką szopę na głowie.
- Chwilę po ósmej - oznajmił wyciągając ze swojej szafki koszulkę. Zmarszczyłam brwi, bo spodziewałam się wcześniejszej godziny. I jakim cudem nie usłyszałam jego budzika, który na pewno sobie ustawił a upadającą z komody figurkę tak - Jak chcesz możesz śmiało jeszcze iść spać - uśmiechnął się do mnie delikatnie i zerknął na telefon zapewne aby skontrolować czas.
- Nie, wyspałam się już - oznajmiłam przeciągając się i tym samym pobudzając swoje cało do życia. Skwitował moją wypowiedź ponownie się do mnie delikatnie uśmiechając. Zabrał wszystkie potrzebne rzeczy i udał się do łazienki. Ponownie rozejrzałam się po pokoju i śmiało mogę stwierdzić, że mogłabym śmiało tutaj z nim zamieszkać. Będąc szczerą nie raz myślałam o naszej przyszłości jak jeszcze byliśmy razem. Zastanawiałam się jak to będzie kiedy ze sobą zamieszkamy. Z głośnym westchnięciem wstałam z łóżka i nie przejmując się przebieraniem w ubrania udałam się do kuchni. Dziwnym sposobem zgłodniałam. Niestety albo i nie w kuchni był już Niall, który bez krępacji śpiewał sobie piosenkę z Króla Lwa. Uśmiechnęłam się pod nosem i jak najciszej usiadłam sobie na krześle.

niedziela, 4 marca 2018

II Rozdział 41: Mój Amigo



***
Niesprawdzony
Jestem tak zdenerwowana, że ma ochotą uciec. To tylko zwykła rozmowa z psychologiem nic strasznego. Spokojnie wymienimy parę zdań i n tym się skończy. Nie wyśle mnie na przymusowe leczenie, bo przecież go nie potrzebuję. Od wybudzenia się w szpitalu nie pomyślałam o tym aby chociażby zbliżyć się do narkotyków. To co się stało było tylko moimi chwilowym załamaniem.

- Violetta Castillo - słysząc swoje imię i nazwisko wzdrygnęłam się, co nie uszło uwadze Leona, który za moją prośbą towarzyszy mi przy wizycie. Niepewnie wstałam ze swojego miejsca i z wymalowanym strachem na twarzy spojrzałam na niego. Złapał mnie za dłoń i delikatnie uśmiechnął się pocieszająco. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę gabinetu psychologa. I kiedy tylko ujrzałam na fotelu za biurkiem kobietę w średnim wieku mój strach zmalał. Od razu gdy tylko mnie ujrzała posłała mi szeroki uśmiech i gestem głowy wskazała miejsce naprzeciwko siebie.
- Denerwujesz się? - zapytała obserwując mnie. Czyli moje maskowanie nie jest najlepsze. Kiwnęłam twierdząco głową i ułożyłam ręce na swoich udach - Nie masz czym - zapewniła uśmiechając się - Porozmawiamy sobie na spokojnie jak kobieta z kobietą - dodała i nie powiem uspokoiła mnie tym. Przynajmniej mam pewność, że nie będzie mnie torturować jak ten psycholog w szpitalu - Czujesz się już lepiej od wyjścia z szpitala? - zadała mi pierwsze pytanie pewnie z miliona, które ma dla mnie przygotowane.
- Jest już lepiej znacznie lepiej - wyjąkałam, bo wciąż siedzi we mnie strach. Kątem oka widziałam jak coś zapisała w swoim notatniku.  Z nerwów chwyciłam za swoja bransoletkę, którą dzisiaj wyjątkowo założyłam - Wszyscy mnie wspierają i pomagają wrócić do dawnej siebie - dodałam aby moja wypowiedź nie była zbyt krótka.

niedziela, 25 lutego 2018

II Rozdział 40: Trzy stówki



***
Niesprawdzony

Praktycznie od samego rana siedzę z nosem w książkach. Nie będę zaprzeczać, że narobiłam sobie trochę tyłów w szkole. Z informacji od Ludmiły i Federico wiem, że mam do nadrobienia sprawdzian z trzech albo czterech przedmiotów, kilka prac domowych na zaliczenie i jeden projekt. Całe szczęście, że mam na to prawie cały tydzień i w sumie dzięki temu, że mam zwolnienie lekarskie jestem do przodu z zadaniami. Słysząc delikatne pukanie do drzwi od pokoju miałam nadzieję, że to nie ponownie mama z pytaniem czy wszystko w porządku. Mam dość już tych pytań. Powoli  wszystko wraca do normy i to pytanie jest zbędne.

- Mogę? - odezwała się Ludmiła. No tak przecież nie odezwałam się jak zapukała. Uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronę i kiwnęłam twierdząco głową. Co prawda mam jeszcze dużo do nauki i do zrobienia, ale chwila przerwy mnie się przyda - Chciałam zabrać cię na miasto, ale widzę jesteś zajęta - powiedziała patrząc na książki na moim łóżku. W sumie jakoś nie mam ochoty wychodzić z domu.
- Muszę się jak najszybciej z tym uporać - westchnęłam głośno i na chwilę odsunęłam od siebie te książki i wszystkie notatki. Blondyna zajęła miejsce obok mnie i posłała mi troskliwe spojrzenie.
- Jak się czujesz? - zadała pytanie, które mnie irytuje z każdym dniem coraz bardziej. Westchnęłam głośno wzruszając ramionami.
- Nie wiem - to pytanie denerwuje mnie, bo nie potrafię na nie odpowiedzieć. Podniosłam na nią swoje spojrzenie, które utkwione miałam w swoich dłoniach - Raz chce mnie się żyć, a raz po prostu kładę się do łóżka i nie potrafię zasnąć, sama nie wiem czemu. Po prostu leżę i tyle. Gapię się w ten sufit i nie umiem zrozumieć niczego - wyżaliłam się smętnie.

niedziela, 11 lutego 2018

II Rozdział 39: Napad...



Niesprawdzony
***
Wczorajsza rozmowa z psychologiem dobiła mnie psychicznie. A to własnie po niej miałam się niby lepiej poczuć. Wiem, że to co mówił nie jest prawdą, ale obawiam się, że przez niego i ten jego perfidny uśmiech oraz śmiech trafię jednak o tego ośrodka odwykowego. A przecież nie mam problemu z narkotykami. Nie odczuwam żadnej potrzeby zażycia ich. Jest wręcz przeciwnie mam do nich obrzydzenie.
- Przyniosłem ci naleśniki - oznajmił zadowolony z siebie Leon. Westchnęłam głośno, bo pewnie będzie kazał mi to zjeść, a ja nie mam najmniejszej ochoty na jedzenie. Spojrzałam na niego i nawet nie siliłam się na wymuszony uśmiech, bo w tej chwili opanował mnie strach, ale niestety przeważa nad nim smutek.
- Nie jestem głodna - mruknęłam pod nosem i natychmiastowo odwróciłam od niego wzrok, bo coś czuję, że w tej chwili mnie morduje wzrokiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jadłam od wczorajszego śniadania, którego też za dużo nie zjadłam. Ale nie moja wina, że nie mam ochoty na jedzenie. W czasie wczorajszego obiadu ciągle myślałam o rozmowie z psychologiem więc nic nie mogłam przełknąć, a później byłam rozbita po tej rozmowie więc znowu mój żołądek nie potrzebował jedzenia, a dzisiejsze śniadanie wyglądało tak ohydnie, że nawet widelcem tego nie ruszyłam.

wtorek, 16 stycznia 2018

II Rozdział 38: Nie!





***
Niesprawdzony

Ból. Moje ciało opanował okropny ból. Każdy najmniejszy mięsień w moim ciele umiera. Czuję się jakby mnie coś przygniatało. Jakby spadł na mnie ogromny głaz o masie dziesięciu ton. W mojej głowie odbywa się właśnie pokaz sztucznych ogni, a w gardle ktoś rozpętał ogień. To jest nie do zniesienia. Z całych sił próbuję poruszyć jakąś częścią ciała mimo odczuwanego bólu, ale nie daję rady. Kompletnie nie mam pojęcia co się dzieje. Gdzie jestem? Co się ze mną stało? I czy jestem bezpieczna? Czuję się jak w jakimś śnie, który nie może się skończyć. Tylko różnica jest taka, że mam wrażenie, że znajduję się w jednej wielkiej nicości. Jest ciemno i głucho. Jestem w pułapce. A przynajmniej tak się czuję. Zaczynam się bać, że dzieje się ze mną coś złego. Ale nie poddam się. Muszę być odważna. Nie mogę ulegać czarnym myślom. Muszę pokonać te diabły, które wpychają się do mojej głowy chcąc wywołać u mnie paniczny strach. Musze przeć naprzód, krok za krokiem, z nadzieją, że nawet jeśli się cofnę, to tylko trochę, tak że kiedy znowu ruszę przed siebie szybko nadrobię zaległości. Nie chce tkwić w tej nicości. Co mam zrobić by się stąd uwolnić? Mimo okropnego bólu z całych sił napięłam mięśnie tym samym wywołując przypływ dziwnego ciepła w moim ciele. Wciąż nic niewiedzę, ale mam wrażanie, że wszystko zaczyna wirować. A ja z każdą kolejną minutą zaczynam odczuwać ulgę od bólu, a także odzyskiwać panowanie nad swoim ciałem.