niedziela, 9 kwietnia 2017

Rozdział 24: Prezent



***
- Nienawidzę latać samolotami - stwierdził gdy wsiedliśmy do samochodu Federico. Zaśmiałam się pod nosem, bo jak widać mamy podobne uczucia względem samolotów. Tyle dokumentów o katastrofach lotniczych oglądałam, że teraz gdy tylko poczuję lekkie wstrząsy od razu wpadam w panikę - A zwłaszcza tych przesiadek - dodał po czym dla bezpieczeństwa zapiął pasy. Uczyniłam to samo, co on, bo wiem jak jeździ Federico. Prościej mówiąc jest bardzo zaprzyjaźniony z pedałem gazu. Nic dziwnego, że dostał już parę mandatów, a ma prawo jazdy od jakiś dwóch lat. Mimo to nie mogę zaprzeczyć, że dobrze prowadzi. Uśmiechnęłam się w stronę Leona i korzystając z okazji oparłam głowę na jego ramieniu.

- Dobrze, że już jesteś - powiedziałam zadowolona. Nie będę ukrywać, że jego przyjazd jest najlepszym prezentem jaki mogłam dostać na święta. Już nic więcej nie chce - Spędzimy ten czas i  święta razem - dodałam podnosząc głowę aby móc na niego spojrzeć. Uśmiechał się, co szczerze mówiąc mnie nie zaskoczyło. Od dłuższego czasu z jego twarzy nie znika uśmiech.
- Niestety będziesz musiała poczekać - odezwał się ze śmiechem Federico. Zerknął na mnie w lusterku, dzięki czemu zobaczył moją zdziwioną minę - Wybacz, ale mama kazała przywieźć go od razu z lotniska - wyjaśnił, co mnie trochę zasmuciło. Miałam nadzieję, że pojedziemy do mnie, a później pójdziemy na miasto - Zresztą was także zaprosiła - dodał patrząc kątem oka na Ludmiłę - Przygotowała twój ulubiony obiad - prychnął i widziałam w odbiciu lusterka, że spojrzał na siedzącego obok mnie Leona - Kiedy ty przyjeżdżasz szykuje twoje ulubione danie, ale kiedy ja wróciłem nakrzyczała na mnie od razu gdy wszedłem, że zostawiłem bałagan w pokoju - wyżalił się zdenerwowany, co mnie rozśmieszyło i nie tylko mnie, bo moją kuzynkę i Leona także.

sobota, 25 lutego 2017

II Rozdział 22: Wytrzymacie



***
Wiesz, że to miłość kiedy tęsknisz już przed pożegnaniem, albo kiedy słuchasz go i czujesz, że mogłabyś tak do końca. Kiedy milczycie będąc obok się i to w zupełności wystarcza. Kiedy denerwuje cię jak nikt inny, ale wciąż go kochasz. Kiedy ciężko ci jest mu odmówić, bo wiesz, że zrobiłabyś dla niego wszystko. Kiedy wystarczy jeden telefon, a ty już stoisz pod jego drzwiami i absolutnie nie jest to bycie jego pieskiem na każde zawołanie, tylko świadomość, że on chce cię właśnie teraz, obok siebie, w tym miejscu, a bycie przy nim jest najwspanialszym miejsce na ziemi. Kiedy patrzysz w jego oczy i widzisz tą pewność. Kiedy uśmiecha się do ciebie i wiesz, że już nigdy żadne inne usta nie ujmą cię swoim urokiem w ten sposób. I wiem, że darzę Leona głębokim uczuciem i jeżeli w przyszłości nie będziemy razem z jakiegoś powodu, nie przestanę go kochać. Chciałabym być z nim już zawsze, ale zdaję sobie sprawę, że życie potrafi zaskakiwać i pisze różne scenariusze. Mam nadzieję, że jednak my zostaniemy razem do końca.
- Wiedzieliście, że na lotnisku mają wszystko trzy razy droższe niż w zwykłych sklepach - przerwał moje wewnętrzne przemyślenia głos Niall, który jakiś czas temu poszedł kupić sobie coś do jedzenia i przez ten czas było cicho. Odwróciłam głowę w jego stronę uśmiechając się. Nie mam pojęcia jak ten wczorajszy dzień zleciał tak szybko. Może to zasługa blondyna. Spędził z nami cały dzień i chociaż nie byliśmy z Leonem nawet przez chwilę sami, nie przeszkadzało mi to - Nie żeby chciał żebyś już poleciała, ale za ile masz samolot - on nie potrafi milczeć przez dłużej niż minutę. Chwyciłam rękę Leona, którą mnie obejmował i zerknęłam na jego zegarek, ponieważ swojego nie założyłam.

wtorek, 21 lutego 2017

II Rozdział 21: Sami



***
- Porozmawiaj z nią, a ja pójdę wziąć prysznic - stwierdził patrząc na wiadomość od Ludmiły, która pilnie chciała się ze mną skontaktować na video czacie. Ucałował mnie delikatnie w policzek i uśmiechając się wstał z łóżka, tym samym pozbawiając mnie jego uścisku. Odprowadziłam go wzrokiem i dopiero kiedy zniknął mi z pola widzenia ruszyłam się po laptopa, aby zalogować się i połączyć z Ludmiłą.Nie jestem na nią zła, że zabiera mi czas z Leonem, bo gdyby to nie było coś ważnego, nie prosiłaby o rozmowę. Czekałam cierpliwie przez kilka minut, aż w końcu pojawiło mnie się okienko z jej imieniem i zdjęciem. Zaakceptowałam połączenie i już po chwili na ekranie pojawiła mnie się moja kuzynka.
- Co się stało? - zapytałam chcąc od razu dowiedzieć się, o co chodzi.
- Nic, po prostu chciałam z Tobą porozmawiać - odpowiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Szkoda, że w tej chwili nie mogę jej czegoś rozbić - Wiem, że jesteś zajęta Leonem, ale możesz chyba poświęcić trochę czasu swojej kuzynce - dodał widząc moją minę. Zaśmiałam się patrząc na jej udawane mordercze spojrzenie.
- Jak tam u was? - odezwałam się z uśmiechem. Teraz do mnie dotarło, że brakuje mi jej. Na moje pytanie westchnęła głośno i przewróciła oczami.
- Federico mnie denerwuje - stwierdziła, na co się zaśmiałam - Stał się zbyt... Nawet nie wiem jak to nazwać - zdenerwowała się, co wywołało u mnie jeszcze większy śmiech - A do tego wciąż jest zazdrosny o Matta - westchnęła głośno. Nigdy by się nie spodziewała takiego zachowania po Federico. Słyszałam, że miłość odmienia człowieka, ale on zmienił się całkowicie - Cieszę się, że poważnie traktuje nasz związek, ale czasem brakuje mi tego wcześniejszego Federico - wytłumaczyła, czym mnie zdziwiła. Myślałam, że zależy jej na związku, w którym chłopak okazuje jej swoje uczucia, ale jak widać się myliłam.

niedziela, 29 stycznia 2017

II Rozdział 20: Pozytywnym sensie



***
- Brakowało mi tego - wyszeptałam obejmując go ciaśniej, ale po chwili przypomniałam sobie, że jest obolały, więc rozluźniłam trochę swój uścisk - Mogłabym tak siedzieć przez cały dzień - dopowiedziałam mając przymknięte oczy. I przez ten czas kiedy nie spędzaliśmy ze sobą czasu dotarło do mnie, że gdybym go nie spotkała moje życie byłoby nie kompletne. Przemierzałabym świat w poszukiwaniu Leona, nawet nie wiedząc, że to właśnie jego szukam.

- Przykro mi, ale nie możemy spędzić tak całego dnia - zrujnował moje małe marzenie. Od razu podniosłam się delikatnie i spojrzałam na niego poważnie. Oby za chwilę nie oznajmił mi, że musi iść na jakieś spotkanie, czy dodatkowy trening, albo jakieś inne ważniejsze sprawy ode mnie. Uśmiechnął się do mnie delikatnie i przetarł ręką po moim ramieniu.
- Jeżeli za chwilę powiesz, że musisz iść to przysię..
- Ej, spokojnie - przerwał mi ze śmiechem, a dłonią przyjemnie gładził moje ramie - Nigdzie się nie wybieram - dodał, na co odetchnęłam z ulgą, po czym posłałam mu delikatny uśmiech - Bez Ciebie - oznajmił zadowolony. Zmarszczyłam brwi zdziwiona jego słowami. Przybliżył mnie do siebie i otulił mnie swoimi ramionami - Zabieram cię dzisiaj na kolację - wyszeptał opierając swój podbródek na mojej głowie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, bo zdecydowanie to jest lepsze niż spędzenie całego dnia na kanapie. Zwłaszcza, że w każdej chwili może zjawić się Niall, który zakłóci naszą samotność. Odsunęłam się od niego tak aby móc na niego spojrzeć - Z okazji przeprosin, za to, że nie miałem czasu dla Ciebie i aby uczcić to, że jesteśmy ze sobą już od sześciu miesięcy - dopowiedział utrzymując ze mną kontakt wzrokowy.

sobota, 7 stycznia 2017

II Rozdział 19: Dystans



***
Kiedy usłyszałam jak zamknął za sobą drzwi otworzyłam gwałtownie oczy. Spojrzałam w stronę gdzie jeszcze przed chwila leżał i westchnęłam głośno. Jestem na niego niesamowicie zła, ale jednocześnie mam ochotę go przytulić. Niestety między nami jest gruba ściana, której nikt z nas nie przebije. Nie mam zamiaru go przepraszać, bo nie zrobiłam niczego, przez co mógłby się obrazić. Powiedziałam to co myślę, zresztą to cała prawda. Wstałam z łóżka z zamiarem zrobienia sobie herbaty, bo podejrzewam, że już raczej nie zasnę. Zbyt dużo myśli kumuluje się teraz w mojej głowie. Oboje bez słowa minęliśmy się w korytarzu. Ja szłam w stronę kuchni a on wrócił do pokoju zapewne się ubrać. Po raz pierwszy odkąd jesteśmy ze sobą mamy kryzys. Wyjęłam kubek z szafki i nalałam świeżej wody do czajnika, po czym nastawiłam go. W czasie kiedy woda się gotowała wrzuciłam do kubka torebkę z herbatą i wsypałam dwie łyżeczki cukru. Jestem skrajnie wyczerpana, a przecież jest rano. Targają mną w tej chwili różne emocje. Mam ochotę krzyczeć, coś rozwalić a jednocześnie chciałabym się położyć, płakać i czekać aż ktoś mnie przytuli. Usiadłam na krześle przy wyspie kuchennej i opierając łokcie o blat ukryłam twarz w dłoniach. Gubię się w tym wszystkim. Sprawa z rodzicami, Amelią i kłótnia z Leonem. Potrzebuję czyjegoś wsparcia. Słysząc gwizd czajnika, zerwałam się z miejsca i podeszłam do blatu aby zalać sobie herbatę. Westchnęłam głośno słysząc kroki, bo domyślam się, że to Leon. Wzięłam do ręki kubek z gorącym napojem i usiadłam na miejscu, z którego wcześniej wstałam. I ponownie żadne z nas się nie odezwała tylko przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Bolała mnie ta cisza zwłaszcza, że w ostatnim czasie nasza relacja nie była zbyt bliska. Przymknęłam oczy, bo czułam jak moje oczy się szklą.

- Nie masz zamiaru ze mną rozmawiać? - nie wytrzymałam i w końcu jako pierwsza się odezwałam, chociaż obiecałam sobie, że tym razem tak nie będzie. Obróciłam się do niego przodem, gdyż dotychczas siedziałam do niego plecami. Milczał i nawet nie spojrzał na mnie tylko wciąż stał przy blacie i coś robił. Tym swoim milczeniem zdenerwował mnie jeszcze bardziej - No tak zapomniałam, że jesteś zbyt zmęczony aby porozmawiać - powiedziałam i prychnęłam pod nosem, po czym napiłam się łyk gorącej herbaty. W odpowiedzi z jego strony usłyszałam tylko jak prawdopodobnie rzuca nóż na blat.