czwartek, 21 lipca 2016

II Rozdział 1: Zadzwoni



***
Wyszłam ze swojego pokoju wciąż ubrana w piżamę. Jest już po godzinie dwunastej i pewnie ominęło mnie śniadanie, ale całe szczęście, bo nie jestem jakoś szczególnie głodna. Sądziłam, że pierwsza noc ze świadomością iż on wyjechał będzie ciężka. Ale jednak się myliłam, bo była jeszcze gorsza. Praktycznie w ogóle nie zmrużyłam oka gdyż moja głowa zawalona była tysiącem myśli. Zaczęło się od zwykłych myśli co on teraz robi, czy też o mnie myśli i nim się obejrzałam była już godzina szósta piętnaście rano. Zanim zasnęłam była już siódma więc spałam tylko jakieś pięć godzin co doprowadziło do tego, że jestem marudna i drażliwa.
- Wreszcie wstałaś - zaśmiała się Ludmiła kiedy spotkałyśmy się w drodze do salonu. Posłałam jej wymuszony, sztuczny uśmiech i nie odzywając się poszłam w stronę kuchni. Miałam nadzieję, że nikogo w niej nie będzie a jak się okazało są wszyscy. Mama, tata i babcia. Czy ta pierwsza dwójka nie powinna być czasem w pracy? W końcu jest wtorek, chyba, że jednak się mylę. Przewróciłam oczami czując na sobie ich spojrzenie kiedy tylko przekroczyłam próg kuchni.
- Wyspałaś się? - zapytał złośliwie tato. Nigdy mu nie pasowało, że ktoś wstaje później niż o godzinie dziesiątej.  Obrzuciłam go tylko znudzony wzrokiem i darowałam sobie jakiekolwiek słowa skierowane w jego stronę. Wyciągnęłam z szafki czystą szklankę i milcząc nalałam sobie soku z dzbanka na blacie - Violetta, zadałem ci pytanie - podniósł trochę głos ojciec. Odwróciłam się w jego stronę a jego wzrok próbował wzbudzić we mnie coś na kształt strachu. Jednak niestety to jego spojrzenie przestało już na mnie działać.
- Tak, wyspałam się - odpowiedziałam z przekąsem aby dał mi spokój. Jedyny poranek a raczej południe kiedy się widzimy a on jeszcze chce się sprzeczać.
- Jesteś głodna? - zadała pytanie mama chcąc pewnie przerwać tą już napiętą atmosferę miedzy mną i tatą. Kontakt jaki miałam kiedyś z tatą uległ strasznemu pogorszeniu przez jego pracę i wątpię abyśmy kiedykolwiek go odnowili. Zresztą jak widać jemu na tym aż tak bardzo nie zależy. Pokiwałam przecząco głową i zerknęłam na mamę tylko kątem oka.

niedziela, 17 lipca 2016

OS: Życie takie już jest

- Leon! - spojrzałam w stronę leżącego na swoim łóżku bruneta i obserwowałam jego minę. Przewrócił teatralnie oczami i westchnął głośno po czym podniósł się do pozycji stojącej. Nie musieliśmy długo czekać aż w pomieszczeniu pojawi się ojciec bruneta.
- Co tym razem tato? - zapytał znudzony.
- Wiesz, że za kilka dni idziemy na spotkanie towarzyskie mojego przyjaciela - zaczął temat ojciec Leona. Ten tylko westchnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Będą tam dziewczyny? - zapytał zaciekawiony, na co jego ojciec kiwnął twierdząco głową - A alkohol? - dodał z lekkim uśmiechem. Ojciec spiorunował go spojrzeniem i odchrząknął cicho.
- Chce abyś pojawił się na nim razem z Violettą - oznajmił jego ojciec. Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na Pana Verdasa zszokowana.
- Czemu akurat z nią? - zapytał oburzony Leon. Wstałam zdenerwowana z miejsca i podeszłam do niego po czym z całej siły uderzyłam go w ramię. Spojrzał na mnie z wyrzutem i pomasował miejsce, w które go uderzyłam.
- Rodzice Violetty także przyjdą i chcemy abyście pokazali się razem - powiedział poważnie a ja tylko westchnęłam głośno. Można się było tego spodziewać.
- Jako para? - zapytał zaskoczony Leon - Zdajesz sobie sprawę z tego, że my jesteśmy jak ogień i woda. Ja jestem ten rozrywkowy a ona całymi dniami czyta książki - dodał z pretensjami a ja ponownie uderzyłam go pięścią w ramię. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie morderczym wzrokiem - Przestań mnie bić - zwrócił się do mnie z wyrzutem a ja posłałam mu sztuczny uśmiech i ponownie uderzyłam go w ramię.
- Ciesze się, że jesteście zadowoleni - stwierdził uśmiechnięty ojciec Leona po czym nie czekając na nic wyszedł z pokoju bruneta zostawiając otwarte drzwi. Mój kochany przyjaciel spojrzał na mnie z wyrzutem i odszedł ode mnie.
- Oglądamy jakiś film? - zapytałam zajmując miejsce na jego łóżku, natomiast on usiadł przy biurku przed jego laptopem. Westchnęłam głośno i spojrzałam na niego pytająco. Zerknął na mnie morderczym wzrokiem i kiwnął twierdząco głową.
- Thriller, akcja czy komedia? - zadał mi pytanie a ja wzruszyłam ramionami i wzięłam poduszkę a następnie ułożyłam ją tak aby mieć miękko w plecy.
- Ty wybierz - oznajmiłam, na co on się uśmiechnął pod nosem ciągle wpatrując w ekran laptopa. Wpisał na klawiaturze zapewne adres strony internetowej po czym wziął sprzęt i podszedł do mnie. Zajął miejsce obok mnie i ułożył sobie laptopa na kolanach a następnie włączył play.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Rozdział 80: Bliżej niż myślisz

- Jesteś pewna, że nie chcesz iść na basen? - zapytałem po raz trzeci, dla pewności. Odwróciła się do mnie i kiwnęła twierdząco głową. W przeciwieństwie do niej ja z chęcią wróciłbym na basen. Sądziłem, że jak jej to zaproponuję to z się zgodzi - Ale jest strasznie gorąco - dodałem i oparłem się bardziej o oparcie leżaka. Siedzenie w tym słońcu nie jest najlepszym pomysłem, ale czego się nie robi żeby spędzić czas ze swoją dziewczyną. Uśmiechnęła się w moją stronę i podała mi szklankę z mrożoną herbatą. Ściągnęła z siebie koszulkę zostając tylko w górze od stroju kąpielowego i krótkich białych spodenkach. Włączyła radio ustawiając odpowiednią stację i dopiero wtedy zajęła miejsce na leżaku obok mnie.
- Tutaj jest spokojniej - odezwała się po czym założyła okulary przeciwsłoneczne uśmiechając się pod nosem. Przyznałem jej rację w myślach i skosztowałem napoju jaki dla nas przygotowała. Oparłem się zadowolony o oparcie i przymknąłem oczy aby nacieszyć się słońcem, które szczerze mogłoby na jakiś czas zajść za chmury, których dzisiaj niestety nie ma.
- Trochę to trwało, ale już jestem - słysząc głos kuzynki Violetty od razu otworzyłem oczy i przeniosłem na nią swoje spojrzenie. Pomachała w naszą a raczej w stronę mojej dziewczyny białą kopertą, na którą Violetta zareagowała szerokim uśmiechem. Nie mam pojęcia o co chodzi. Brunetka wstała z leżaka i szybkim krokiem podeszła do Ludmiła aby odebrać kopertę - Wyszły świetnie - oznajmiła Ludmiła wywołujący u mnie jeszcze większe zdziwienie. Dopiero kiedy moja dziewczyna wyciągnęła ze środka zdjęcia, wszystko stało się jasne. Brunetka usiadła obok mnie na leżaku i ułożyła swoją głowę na moim ramieniu a następnie zaczęła razem ze mną przeglądać wywołane zdjęcia. Większość z tego co widziałem była z jej imprezy urodzinowej. Widząc jej uśmiech na tych fotografiach na mojej twarzy automatycznie też on się pojawił .
- Kocham to ujęcie - oznajmiła radośnie patrząc na nasze wspólne zdjęcie. Odwróciła wzrok w moją stronę i utkwiła spojrzenie w moich oczach. Tym razem bez problemowo mogłem ujrzeć w jej oczach uczucie, którym mnie darzy. I jest ona tak silne, że zaczyna mnie to przerażać. Oczywiście w ten dobry sposób. Wciąż wewnątrz mnie czai się strach, że kiedyś ta jej miłość do mnie wygaśnie, ale zdecydowanie ta większa część wierzy, że jej uczucia są prawdzie i trwałe. Zbliżyła się do mnie i złożyła na moich ustach delikatny pocałunek. Po raz pierwszy zrobiło mnie się ciepło i to nie przez to słońce, bo ciepło czułem wewnątrz siebie.

niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 79: Kobiecej

- Gdzie byłeś cały dzień? - od razu na wejściu do domu zostałem zaatakowany przez moją biologiczną matkę. Nie chowałem się nigdzie, telefon miałem włączony i gdyby zależało im aby się ze mną skontaktować i dowiedzieć gdzie jestem wystarczyło zadzwonić a odebrałbym i otrzymali by informację gdzie przebywam.
- Jak najdalej stąd - powiedziałem to na głos chociaż mogłem to zachować dla siebie. Może sprawiłem jej tym w jakiś sposób przykrość, ale lepsza prawda niż najgorsze kłamstwo. Zresztą przyczyniła się do tego więc nich teraz nie ma do mnie żalu. Schyliłem się aby rozwiązać sznurowadło i aby nie widzieć jej wzroku.
- Dlaczego tak mówisz? - oburzyła się po raz pierwszy. Wciąż jestem na nich zły, za poranną rozmowę a raczej najazd na mnie. Przez siedemnaście lat się mną nie interesowali i nagle teraz chcą zgrywać wzorowych rodziców, doradzając mi w czymś czego nie chce. Podniosłem na nią wzrok z kamiennym wyrazem twarzy.
- Bo to prawda - odpowiedziałem, zapewne pogarszając swoją sytuację, ale w tej chwili mało mnie to obchodzi. Starałem się zmienić do nich swoje nastawienie na pozytywne i wychodziło mi to, zaczynałem ich na prawdę lubić i sądziłem, że z czasem staną się dla mnie w jakiś sposób prawdziwymi rodzicami, ale dzisiaj rano zmieniłem zdanie. Ludzie, którzy zostawili swoje dziecko w domu dziecka, nie mają prawa mi mówić jak mam postępować ze swoim życiem.
- Chodzi Ci o tą rozmowę przy śniadaniu? - domyśliła się patrząc na moje nerwowe ruchy przy zdejmowaniu butów. Ponownie podniosłem na nią swoje spojrzenie i posłałem jednoznaczny wyraz twarzy. Westchnęła głośno i wstała ze swojego fotela, odkładając na bok magazyn, który czytała. Podparła ręce na biodrach i swój wzrok skupiła na mnie - Nie rozumiesz, że chcemy ci tylko pomóc w podjęciu tak ważnej decyzji - powiedziała spokojnie i zerknęła w stronę kuchni a raczej spojrzała na kogoś, kto w niej był. Tym razem to ja głośno westchnąłem i wyprostowałem się.

środa, 29 czerwca 2016

Rozdział 78: Czerwone róże

Przerwałem wykładanie zakupów z siatek i poszedłem w stronę drzwi aby wpuścić mojego gościa. Wychodząc z kuchni zerknąłem na zegarek i zdziwiłem się, że przyszła punktualnie. Jest kilka sekund po godzinie dziesiątej. Zaskoczyła mnie. Nie zwlekając podszedłem do drzwi i je otworzyłem. Odkąd ją poznałem, nigdy nie pomyślałbym, że przyjdzie do mojego domu i to za moim zaproszeniem. Przywitała się ze mną uśmiechem a ja zaprosiłem ją do środka gestem ręki. Widać było po jej ruchach, że tak jak ja czuje się nieswojo.
- Kupiliśmy wszystko co może się przydać - odezwałem się i udałem się do kuchni. Nie musiałem jej mówić aby poszła za mną, bo sama się tego domyśliła. Także podeszła do blatu i stanęła obok mnie przy siatkach z zakupami - Oczywiście Federico musiał postawić na swoim i kupił alkohol - dodałem i otworzyłem jedną z siatek, na co się zaśmiała.
- To co robimy? - zapytała po czym odłożyła na krzesło swoją torebkę. Westchnąłem głośno i podrapałem się nerwowo po karku. Zerknęła na mnie kątem oka i widząc moją minę zrozumiała. Ponownie się zaśmiała i zaczęła wyciągać owoce z siatki.
- Zajmę się przekąskami a ty zrobisz koktajle owocowe - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie szeroko. Odszedłem na chwilę od niej aby poszukać w szafkach miksera czy czegoś podobnego aby zmiksować te owoce i wymieszać je ze sobą. Tylko problem jest w tym, że nie mam pojęcie w jakiej szafce to jest. Poszedłbym zapytać o to Federico, ale on zapewne też nie wie. Widocznie jestem skazany na przeszukanie każdej szafki. I w ten sposób zajmie mi to kilka minut. Westchnąłem głośno kiedy spotkałem się z kolejną szafką z naczyniami.
- A co z tortem? - zapytała zerkając na mnie przez ramię. Rozejrzałem się po kuchni próbując domyślić się gdzie może być rzecz, której szukam.
- Jest już gotowy trzeba go tylko odebrać - odpowiedziałem na jej pytanie nie patrząc na nią tylko szukając w szafce obok piekarnika. Uśmiechnąłem się widząc urządzenie, którego szukałem. Głębiej nie dało się go schować.

piątek, 17 czerwca 2016

Rozdział 77: AMA

- Musisz bardziej uważać kiedy wchodzisz w ten zakręt - przypomniał mi po raz kolejny Hudson. Może bym o tym pamięta gdyby nie fakt, że jestem tutaj od godziny trzynastej a jest już po dziewiętnasta. I przez ten cały czas miałem tylko dwie przerwy półgodzinne. Jestem zmęczony, głodny i brudny. Marzę o dużej porcji kolacji a raczej jej resztek i gorącej kąpieli a nie marudzeniu Hudsona. Tak wypadłem z zakrętu, ale sam doszedłem do wniosku dlaczego. On nie musi mi mówić tego, co już wiem - Całe szczęście nie doznałeś żadnych obrażeń, ale jak wrócisz do domu to na wszelki wypadek obłóż lodem tą kostkę - poradził a raczej rozkazał. Westchnął głośno i założył ręce na biodra a swój wzrok skupił na mnie. Czułem się trochę jak na kazaniu u rodziców. Ja siedzę na schodkach a on stoi przede mną i prawi mi co źle zrobiłem. Utkwiłem swoje spojrzenie w ziemi aby nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego - Za cztery dni wyścig musisz na siebie bardziej uważać i nie popełniać takich błędów - wtrącił jeszcze swoje mądre rady a miałem nadzieję, że już skończył. Czy on naprawdę nie widzi, że jestem zmęczony i chce już iść do domu. Męczy mnie od sześciu godzin. Na szczęście jutro mam wolne w pracy więc się wyśpię i będę miał więcej siły aby trenować - Przyjdź jutro przed dwunastą, bo przyjedzie nasz sponsor - zakończył i chyba zmroził mnie wzrokiem. Ewidentnie jest zły o ten dzisiejszy mały wypadek, bo uszkodziłem przy tym jedną rzecz i motor jest chwilowo niesprawny. Dlatego jutro będę musiał jeździć na zapasowym. Wstałem ze swojego miejsca a Hudson odszedł bez słowa. Coś czuję, że jutro będzie wymagający i mogę zapomnieć o przerwie. Kiedy zrobiłem pierwszy krok poczułem nieprzyjemny ból w kostce. Zacisnąłem dłoń w pięść i próbowałem zignorować ból. Obłożę ją w domu lodem i jutro przestanie boleć.

niedziela, 5 czerwca 2016

Rozdział 76: Dobre wieści

- Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam - odpowiedziałam na pytanie mojej mamy, które mi zadała odnośnie moich urodzin. Za niecałe dwa tygodnie będę obchodzić swoje osiemnaste urodziny i według mojej mamy powinnam to uczcić urządzając przyjęcie urodzinowe. Tylko problem jest w tym, że je nie do końca mam na to ochotę. Bądźmy szczerzy nie jestem zbyt towarzyską osobą i na urodziny zaprosiłabym jedynie kilku znajomych, bo nie mam za dużego grona znajomych. I nie przeszkadza mi to.
- To najwyższy czas się nad tym zastanowić - stwierdziła ze śmiechem moja mama poprawiając swoją bordową sukienkę. Posłałam jej tylko krótkie spojrzenie i powróciłam do oglądania jakieś nieśmiesznej komedii. Chociaż zamiast siedzieć powinnam trochę posprzątać, bo za niecałą godzinę przyjdzie Leon a moi rodzice idą na kolację z okazji rocznicy ich ślubu. Tylko problem polega na tym, że kompletnie nic mnie się nie chce. Najchętniej poszłabym spać albo chociaż leżała na łóżku patrząc się tępo w sufit.
- A gdzie cię tato zabiera na tą kolację? - zapytałam aby zmienić temat a znając moją mamę rozgada się i zapomni o wcześniejszym temacie naszej rozmowy.
- Nie mam pojęcia, to ma być niespodzianka - odpowiedziała uśmiechając się po czym poszła do sypialni jej i ojca. Zapewne tato wybierze jakąś elegancką i drogą restaurację a później podaruje mamie śliczny naszyjnik.  Klasyk w stylu mojego ojca. A raczej w stylu każdego faceta. I wtedy jak na zawołanie do salonu wszedł wystrojony w garnitur ojciec. Uśmiechnęłam się w jego stronę i już chciałam skomentować jego strój, ale ktoś zadzwonił do drzwi. Odruchowo wstałam ze swojego miejsca chcąc otworzyć i wpuścić zapewne Leona, ale uprzedził mnie mój tato.
- Violetta, zamawiałaś pizzę? - zapytał tato, co mnie zdziwiło. Nie odpowiedziałam na jego pytanie tylko udałam się w stronę drzwi frontowych. I co zobaczyłam, mojego chłopaka z pudełkiem pizzy i głupi uśmiech mojego taty. Uśmiechnęłam się do niego sztucznie i pociągnęłam Leona za rękę do środka. Wspominałam, że mój tato ma słabe poczucie humoru.
- Kochanie, jesteś gotowa! - krzyknął tato i jak na zawołanie w salonie pojawiła się mama, która szczerze mówiąc wyglądała ślicznie. I mina taty to potwierdzała. Zszokowany podszedł do mamy i zmierzył ją wzrokiem - Violu, wrócimy wieczorem - oznajmił uśmiechnięty tato i objął mamę w tali po czym ruszyli w stronę drzwi.