niedziela, 20 września 2015

Rozdział 51: Nie warto

- Spakowałaś jakieś ciepłe rzeczy? - zapytała zatroskana jak zwykle mama. Spojrzałam na nią znudzonym wzrokiem i kiwnęłam twierdząco głową. Podeszła jeszcze dla pewności do mojej walizki i sprawdziła jej zawartość. Natomiast ja sama wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki. Nie wiem nawet czy opłaca mnie się kłaść spać. Wyjazd mamy o czwartej w nocy więc spokojnie mogę się przespać w autokarze. Weszłam do łazienki i rozebrałam się do bielizny a następnie rozpuściłam swoje włosy, które przez dzisiejszy cały dzień męczyły się w kucyku. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą a następnie nalałam trochę płynu do kąpieli i weszłam do wanny. Jedynym minusem tego wyjazdu do lasy jest to, że pewnie nie będzie tam wanny czy chociaż ciepłej wody. Chyba na wszelki wypadek spakuję sobie dodatkową parę spodni dresowych. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Zamoczyłam się cała i przymknęłam oczy rozkoszując się ciepłem i zapachem pomarańczy. Mogłabym tak leżeć wiecznie. Niestety jest to niemożliwe. Za jakieś dziesięć minut moje ciało będzie wyglądało jak osiemdziesięciolatki.
- Violu, zrobić ci coś do jedzenia? - usłyszałam za drzwiami głos mamy. Czyli skończyła już przegrzebywać moją torbę.
- Nie jestem głodna - odpowiedziałam otwierając oczy. I usłyszałam od niej odpowiedzi a myślałam, że zacznie się ze mną kłócić, że powinnam coś zjeść, bo zemdleją czy coś w tym stylu.  Zdecydowanym ruchem wzięłam do ręki gąbkę, nalałam na niego płynu i zaczęłam mydlić swoje ciało.
- Violu! - znowu odezwała się moja mama, ale tym razem jej głos był cichszy, co mogło oznaczać, że jest w kuchni albo w salonie. Przewróciłam oczami i cicho westchnęłam - Tato jedzie do sklepu chcesz jakieś ciastka?! - zapytała a ja przygryzłam dolną wargę.
- Nie! - odkrzyknęłam - Czekaj! Jednak tak! - odkrzyknęłam po chwili zastanowienie. Przydadzą mnie się na tą długą drogę jakieś przekąski. Odłożyłam przedmiot, którym mydliłam swoje ciało i ponownie zanurzyłam się w wodzie aby spłukać pianę. Zmoczyłam także włosy aby móc je umyć po czym ostrożnie aby się nie poślizgnąć wyszłam z wanny. Szybkim ruchem owinęłam się ręcznikiem i osuszyłam swoje ciało. Nie wiem czy jest sens ubierać się w piżamę. Chociaż nie wypad też spać w ubraniach czy tam w ręczniku. Wiem. Ubiorę na siebie bieliznę i położę się w niej. Ale wtedy będzie mi zimno a ja nie lubię zamarzać w nocy. Wolę ciepełko. Po krótkim namyśle jednak złożę tą piżamę. Włożyłam na siebie jakieś spodnie i koszulkę a następnie rozczesałam włosy. Miejmy nadzieję, że jutro nie będą się buntować i ulegną szczotce. Wyszłam zadowolona z łazienki i udałam się do swojego pokoju, w którym nie było ani mojej mamy ani torby z ubraniami na wyjazd. Spojrzałam na budzik stojący na szafce nocnej i westchnęłam głośno. Do wyjazdu zostało jeszcze jakieś siedem godzin. Nie będę już szła spać, bo jest dopiero przed dwudziestą pierwszą. Może znajdę coś ciekawego w telewizji. Przynajmniej tak jakoś ten czas mi zleci. Zdecydowanym krokiem udałam się do salonu i zajęłam wygodnie miejsce na kanapie. Z tego co słyszę to mama obecnie jest w kuchni i zapewne robi mi coś do jedzenia na drogę. Włączyłam telewizor i zaczęłam skakać z kanału na kanał aby zleźć coś godnego obejrzenia.

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 50: Co kombinujecie?

Weszłam do kuchni ubrana w białe spodenki, różową koszulę bez rękawów zapiętą na ostatni guzik i moich ulubionych białych, krótkich trampkach. I pierwsze co ujrzałam przekraczając próg to moją mamę stojącą przy kuchence z patelnią w ręce. Czy ona przypadkiem nie miała leżeć w łóżku? Przecież ma rękę w gipsie! Co za kobieta. Teraz już wiem jak się czują faceci żyjący z nami. Westchnęłam głośno i dopiero wtedy zwróciła na mnie swoją uwagę. Uśmiechnęła się do mnie i wskazałam głową abym usiadła na krześle przy wyspie kuchennej. Zajęłam miejsce wskazane przez mamę.
- Czy ty przypadkiem nie miałaś odpoczywać? - zapytałam poważnie po czym oparłam łokcie na blacie i spojrzałam na nią z uniesioną brwią. Odwróciła wzrok z powrotem w moją stronę i posłała mi niewinny uśmiech - Dobrze, że tato już wyszedł i cię nie zobaczy, bo zdenerwował by się - dodałam i wstałam z krzesła po czym nalałam sobie zimnego soku z lodówki.
- Ale ojciec jeszcze śpi - odezwała się próbując przewrócić naleśniki, co było trudne zważając na to, że robi to jedną ręką.
- Jak to śpi? Przecież on zawsze o tej porze był już w pracy - zdziwiłam się na słowa mojej matki. Ona tylko wzruszyła ramionami. Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do niej a następnie wzięłam do reki patelnie i odwróciłam tego naleśnika.
- Idź się połóż ja dokończę śniadanie - powiedziałam poważnie, za co moja mama skarciła mnie wzrokiem. Przewróciłam teatralnie oczami. Uparta kobieta. Gdybym ja miała rękę w gipsie to leżała bym jak najdłużej w łóżku i korzystała z oferowanej pomocy innych.
- Spóźnisz się do szkoły - stwierdziła i chciała mi zabrać patelnie, ale zwinnym ruchem jej to uniemożliwiłam.
- Mam dopiero na dziewiątą a jest przed ósmą - oznajmiłam zadowolona. Kątem oka zauważyłam jak moja mama mamrocze coś pod nosem i odwraca się w stronę wyjścia z kuchni. Nie tylko ty jesteś uparta, mamusiu. Odłożyłam kolejnego naleśnika na talerz,  który wcześniej postawiła mama a następnie zajęłam się smażeniem następnych. Jednak po chwili do kuchni wróciła moja mama.
- A jak ci idzie nauka? - zapytała wyciągając z szafki kubek. Zerknęłam na nią przez ramię i wzruszyłam ramionami.
- Nie mam problemu z przedmiotami oczywiście pomijając matematykę - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Gdyby w szkole nie było przedmiotu zwanego przeklętą matematyką to moja średnia ocen wynosiłaby pięć - Chyba nie odziedziczyłam zdolności matematycznych po tacie - dodałam ze śmiechem wykładając na talerz kolejnego gotowego naleśnika. Moja rodzicielka także się zaśmiała.
- Dobrze, że Leon nadal ma do mnie cierpliwość i pomaga mi zrozumieć niektóre tematy - mówiłam z uśmiechem na twarzy.

sobota, 5 września 2015

Rozdział 49: Dawno nie rozmawialiśmy

- Jakoś dziwnie było nie wiedzieć Diego z Fran - odezwałam się jako  pierwsza kiedy wychodziliśmy już ze szkoły. Oczywiście moim towarzystwem był nie kto inny jak Federico oraz zamyślony Leon.
- A ja się cieszę, że się w końcu od niej uwolnił - zabrał głos Fede. No jasne innej odpowiedzi od niego nie oczekiwałam - Zresztą nie rozumiem jak mógł być z jedną dziewczyną tyle czasu - dodał. Pokręciłam przecząco głową i spojrzałam na niego poirytowana. Wzruszył ramionami i włożył ręce do kieszeni swoich spodni a jego wzrok skupił się na drodze przed nami.
- To się nazywa miłość - powiedziałam i po raz kolejny westchnęłam. Prychnął na moje słowa po czym zaśmiał się głośno.
- Miłość? Nie znam takiego słowa - odpowiedział i ponownie się zaśmiał. No oczywiście. Z każdym kolejnym dniem on mnie załamuje. Proszę cię dorośnij Federico - Jeszcze nigdy się nie zakochałem i nigdy nikogo nie pokocham - dodał z pewnością w głosie. Zapamiętam to i jeśli jednak się zakocha to wypomnę mu te słowa.
- Czyli nie kochasz swoich rodziców - stwierdziłam poważnie. Automatycznie przeniósł na mnie swoje spojrzenie.
- Rodzice to co innego - odezwał się poirytowany - Ich kocha się inaczej. To w końcu dzięki nim jesteśmy na tym świecie, to oni dbali o nas i robili wszystko abyśmy byli szczęśliwy - mówił tłumacząc, na co się uśmiechnęłam. Ma rację. Miłość do rodziców można też uznać za wdzięczność. Bo który rodzic nie kocha swojego dziecka. Kiedy upadniesz pierwszy raz na rowerze to pierwsza przy twoim boku pojawia się mama i zaczyna wypytywać czy wszystko w porządku a następnie całuje każde miejsce, aby zmniejszyć twój ból. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widzimy się później? - zapytał a raczej zwrócił się do Leona, który jakby został wyrwany z jakiś poważnych rozmyślań spojrzał na niego pytająco a po chwili kiwnął twierdząco głową. Puścił do nas oczko i skręci w uliczkę, na której znajduje się jego dom a przynajmniej tak mnie się wydaje. Przeniosłam spojrzenie na Leona.
- Coś cie gryzie? - zapytałam zaciekawiona, na co on pokręcił przecząco głową i ruszył w dalszą drogę. Odchrząknęłam cicho i dogoniłam go. Zerknęłam na niego kątem oka i widząc jego wyraz twarzy miałam ochotę go do siebie przytulić i to tak mocno. Zapewne jego smutek na twarzy jest wywołany wcześniejszą rozmową moją z Federico o miłości rodziców do dziecka. Dlaczego ja wcześniej o tym nie pomyślałam? Niby Leon twierdzi, że nie chce ich poznać, ale na boga kto by chciał przez całe życie nie wiedzieć kim są jego rodzice. Sama chętnie bym ich poznała i powiedziała co o nich myślę. Przecież on może mieć rodzeństwo. Siostrę albo brata a nawet dwóch. W pewnej chwili brunet się zatrzymał i spojrzał na mnie. I dopiero w tym momencie spostrzegłam, że stoimy przed jego domem.

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 48: Będzie wypytywał

Bez entuzjazmu weszłam do szkoły. Nie mam ochoty udawać, że jestem szczęśliwa i mam wspaniały humor. Wczoraj przed kolacją pojechaliśmy razem z tatą do szpitala do mamy. Niestety jeszcze spała, ale po jakiejś godzinie się obudziła. Mimo, że leży w szpitalu to nadal ma ten swój dobry humor i jak najszybciej chce do domu, ale niestety wróci dopiero za cztery dni. Podeszłam do swojej szafki i beznamiętnie włożyłam tam swoją bluzę oraz strój na zajęcia z wychowania fizycznego. Coś czuję, że ten dzisiejszy dzień będzie strasznie mnie się dłużył. Co z tego, że z mamą wszystko w porządku ja jakoś nie potrafię się nie martwić. To moja kochana mama, która czasami za bardzo się wtrąca do mojego życia, ale za to ją właśnie kocham. Zamknęłam obojętnie szafkę i ruszyłam w stronę wolnej ławki. Odłożyłam torbę na ławkę obok siebie i wyciągnęłam książkę z chemii. Wczoraj nie mogłam się na niczym skupić i jestem prawie w stu procentach pewna, że źle zrobiłam zadanie domowe. Wzięłam do ręki długopis i jeszcze raz na spokojnie zaczęłam je tak jakby robić. Do lekcji mam jakieś dziesięć minut więc powinnam zdążyć.  
- Nie ładnie - usłyszałam czyjś głos za swoimi plecami. Przewróciłam teatralnie oczami i odwróciłam się aby spojrzeć na Federico. Bo jestem pewna, że to on. Zresztą rozpoznałam go po głosie i po perfumach, bo tylko ona tyle ich na siebie wylewa. Zmroziłam go wzrokiem i powróciłam do sprawdzania swojego zadania. Nie mam dzisiaj humoru na te jego żarciki. Przysiadł się do mnie, ale ja niegrzecznie zignorowałam jego obecności - Humor nie dopisuje? - zapytał i szturchnął mnie ramieniem. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na niego kątem oka. 
- Tak nie dopisuje - odpowiedziałam a raczej warknęłam w jego stronę. Podniósł ręce w geście obrony i przewrócił oczami. Odwrócił ode mnie wzrok i ulokował go na wejściu do szkoły. Widziałam, że na jego twarzy pojawił się uśmiech, co mogło oznaczać tylko to, że pewnie zobaczył jakąś ładną dziewczynę. Powróciłam wzrokiem ponownie na zadanie i próbowałam się skupić aby je rozwiązać. Dobrze, że w tym tygodniu nie ma żadnych sprawdzianów, kartkówek czy czegoś podobnego, bo z pewnością nie dostałbym dobrej oceny. Poczułam jak mój towarzysz wstaje ze swojego miejsca. Spojrzałam na niego kątem oka i tak jak myślałam udał się w stronę ładnej blondynki stojącej obok wejścia do szkoły. Czyli co już go Ludmiła nie interesuje. Zacisnęłam szczękę i wstałam ze swojego miejsca. Miałam ochotę podejść do niego i przywołać go do porządku, ale powstrzymałam się i udałam w stronę wyjścia ze szkoły. Po drodze spiorunowałam Federico wzrokiem a on tylko wzruszył ramionami. Niestety kiedy wychodziłam wpadłam na kogoś. Od razu wiedziałam kim jest ta osoba, bo tylko on pachnie tymi perfumami. Podniosłam na niego spojrzenie a on uśmiechnął się na powitanie. 

piątek, 14 sierpnia 2015

Coś mnie zaraz trafi!

Z przykrością stwierdzam, że ani dzisiaj ani jutro nie będzie rozdziału. Może w niedziele albo w poniedziałek.
Powód 1. Brak internetu dlatego muszę dodać tego posta z pakietu w telefonie, który jest już na wyczerpaniu.
Powód 2. Wina Bloggera. Napisała rozdział, który dzisiaj chciałam dopracować i jak się okazało nie ma go. Wchodzę na Bloggera w telefonie a po rozdziale ani śladu. Tak samo jest z OS, do którego odpisałam większą część. Po raz kolejny już się takie coś dzieje. Mam wrażenie, że to wszystko przez tą aplikacje Bloggera na moim kochanym Samsungu.
Chciałabym napisać wam ten rozdział dzisiaj, ale mam urodziny i nie wypada mi siedzieć cały dzień z telefonem i pisać. Natomiast jutro u mnie w miejscowości jest festyn rodzinny, przyjeżdża kuzynka i będziemy się bawić oraz ponownie świętować moje urodziny więc dopiero będę mogła pisać w niedzielę. Cały dzień będę siedzieć i pisać dla was. Na kupię sobie Pepsi w tajemnicy przed mamą i będzie miodzio. Co z tego, że mam w głowie ten rozdział i on był już napisany, ja muszę się skupić na pisaniu i wszystko jeszcze raz przemyśleć, bo prawdę mówiąc nie podobał mnie się do końca. Chce żebyście byli zadowoleni i był najlepszy ze wszystkich innych. Przepraszam i postaram się następnym razem nie nawalić.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 47: Minimalnie lepsza

Już od godziny siedzimy pod moim domem a rodziców nadal nie ma. Zadzwoniłabym do nich, ale mój telefon został w samochodzie a nie pamiętam ich numerów, żeby skorzystać z komórki Leona. Spojrzałam na bruneta siedzącego obok mnie i uśmiechnęłam się delikatnie. Od kilku minut w ogóle się nie odzywa i patrzy tylko w gwiazdy.
- Leon - szepnęłam aby zwrócić na siebie jego uwagę. Zerknął na mnie kątem oka i posłał pytające spojrzenie podnosząc jedną brew do góry. Oblizałam dolną wargę i przygryzłam na chwilę wewnętrzną część policzka - Chciałbyś poznać swoich rodziców? - zapytałam niepewnie, bo nie wiem jak może zareagować na to pytanie. Natychmiastowo odwrócił ode mnie wzrok i spuścił głowę. Nie wiedziałam czy się odezwać czy czekać aż odpowie.
Chyba jednak nie powinnam zadawać tego pytania. Przymknął na chwilę oczy i zacisnął usta w wąską linię
- Nie - szepnął i zacisnął dłonie w pięści. Mimo iż zaprzeczył nie wierzę mu. Nawet jeżeli tyle wycierpiał w swoim życiu i choćby nie wiem jak ich nienawidził każdy chciałby poznać swoim rodziców. Dowiedzieć się czy jest bardziej podobny do ojca czy do matki, po kim odziedziczył cechy charaktery - Oni mnie nie chcieli więc po co ja miałbym chcieć ich poznać - dodał pewniejszym głosem. Mój wzrok nadal był skupiony na nim. Jego twarzy w tej chwili wyrażała złość. Nie wiem czy była ona skierowana do mnie, że zapytałam o to czy raczej do jego rodziców.
- Nie powinnam o to pytać - powiedziałam na głos chociaż jabym pomyślała. Spuścił głowę i wypuścił powoli powietrze. Myślałam, że coś powie, ale on ponownie zamilkł. Rozumiem, że nie chce kontynuować tego tematu, ale lepiej jak to z siebie wyrzuci. Jeśli będzie to w sumie dusił to nigdy o tym nie zapomni, nigdy się tego nie pozbędzie.
- Powinienem się w końcu przed kimś otworzyć - westchnął a ja wyprostowałam się pod wpływem jego głosu i przeniosłam na niego spojrzenie - Komuś zaufać - dodał niepewnie i powoli odwrócił głowę w moją stronę. Posłałam mu delikatny uśmiech. Po tych jego słowach zrobiło mnie się ciepło nie tylko na sercu, ale i w całym ciele. Już chciałam coś odpowiedzieć, ale niestety pod mój dom podjechał samochód. Zacisnęłam dłonie w pięści i niechętnie odwróciłam wzrok, co chwilę wcześniej uczynił Leon. Z auta wysiadł mój ojciec niosąc moją marynarkę a zaraz za nim mama z torebką moją i swoją. Wstaliśmy oboje ze schodów i czekaliśmy aż do nas podejdą. Z miny ojca mogłam wywnioskować, że nie był zadowolony tylko nie wiem do końca dlaczego. Brunet stojący obok mnie chciał się przywitać, ale mój ojciec go wyprzedził.
- Violetta zachowałaś się nieodpowiedzialnie - zaczął prosto z mostu. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem - Nie powiadomiłaś nas, że wychodzisz i jeszcze powiedziałaś takie przykre rzeczy Lucasowi - dodał, co mnie zszokowało a jednocześnie zdenerwowało. Naskarżył na mnie ojcu. Co z niego za baba.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 46: Słowo w słowo

- Siedzisz dzisiaj w domu? - zdziwiła się moja mama widząc mnie na kanapie przed telewizorem. Nie odpowiedziałam tylko kiwnęłam twierdząco głową ponieważ w buzi miałam ciastko - Jest piątek wieczór a ty będziesz siedzieć na kanapie i oglądać zamiast wyjść na miasto ze znajomymi - dodała po czym zabrała ze stolika jakiś katalog. Spojrzałam na nią i przełknęłam to co miałam w buzi.
- Ciekawe z kim miałabym wyjść - powiedziałam zirytowana a ona popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Lucasa, Francesca albo Diego - zaproponowała a ja tylko zmarszczyłam brwi i westchnęłam głośno po czym powróciłam do oglądania serialu o lekarzach.
- Z Francescą nie mam zamiaru wychodzić po tym co zrobiła, z Lucasem się nie spotykam a Diego jest chyba z Leonem na wyścigach - odpowiedziałam tym samym eliminując każdego kogo wymieniła.  Zresztą nie mam ochoty wychodzić na miasto. Dzisiaj robię sobie dzień leniwej Violetty i nigdzie się nie ruszam, no chyba, że do kuchni pojedzenie i do toalety aby skorzystać.
- Dobrze, jak chcesz - odezwała się zrezygnowana a ja uśmiechnęłam się sama do siebie, że zrezygnowała ze znalezienia mi rozrywki na ten wieczór - A może chcesz wyjść ze mną i ojcem - westchnęłam głośno i spojrzałam na nią zirytowana. Tak, jeszcze czego. Mam wyjść ze swoim rodzicami na miasto. Oczywiście, chodźmy do kina gdzie jest pełno ludzi ze szkoły i każdy będzie wiedział, że Violetta jest lamusem i chodzi ze swoimi rodzicami do kina, bo nie ma przyjaciół. Kocham swoich rodziców, ale jestem już w wieku, w którym nie wychodzi się z rodzicami.
- Nie dziękuję, nie skorzystam - powiedziałam z lekkim rozbawieniem po czym sięgnęłam po puszkę Pepsi. Usłyszałam westchnięcie ze strony swojej mamy a następnie jak opuszcza salon i wchodzi na górę zapewne do sypialni jej i taty. Wreszcie zostawiła mnie w spokoju i będę mogła obejrzeć sobie serial. Jednak po chwili przełączyłam na inny kanał ponieważ przeprowadzali operację, a ja nie za bardzo lubię widok ludzkich wnętrzności.
- Ty w domu? - usłyszałam głosem mojego ojca. Westchnęłam głośno i przechyliłam głowę do tyłu znudzona.
- Tak w domu i nie zamierzam z niego wychodzić - odpowiedziałam zdobywając się na miły ton. Nic nie odpowiedział tylko udał się w stronę kuchni. Dziękuję tato, że nie drążyłeś tematu w przeciwieństwie do mamy. Uśmiechnęłam się sama do siebie  i usiadła wygodnie na kanapie. Wreszcie mam spokój i mogę obejrzeć sobie coś ciekawego w telewizji. Miejmy nadzieję, że nikt więcej nie będzie mi przeszkadzał.